kajaki
forum
sklep

Zimowa wyprawa offroadowa do Workuty

20 marca toruńska wyprawa samochodowa dotarła do Workuty. Chłopacy pokonali setki kilometrów bezdroży, przeprawiali się przez zamarznięte rzeki, zaspy, zmagali z awariami... Trwa "akcja powrót"!

Zimowa wyprawa offroadowa do Workuty
Wyprawa Toruń - Workuta 2011 / Fot: Jacek Kiełpiński i Filip Kowalkowski
data publikacji: 2011-03-25

autor:
Jacek Kiełpiński

D Z I E N N I K   W Y P R A W Y

  • 31 marca

"Noc" w hotelu na granicy. Kładziemy się o 6 rano, wstajemy o 11. Tankowanie do pełna i po 80 litrów w kanistry na bagażnikach. A tu problem, wszystkie lokalne mrówki tym się zajmuja - szmuglowaniem rosyjskiego paliwa na Łotwę. Nawet wożą ze sobą drewniane kliny, na które najeżdzają tyłem, by podnieść auto i więcej paliwa zmieścić w baku. W kanistrze wolno bowiem mieć ze sobą tylko 10 litrów.

Rosjanie rozumieją, że pełne kanistry na dachu są integralną częścią auta ekspedycyjnego. Zresztą widzieli nas w telewizji. Łotysze biorą nas jednak zdecydowanie na prześwietlenie i chcą łapówki. Staje ostatecznie na dżinie lubuskim z toruńskiego Vinpolu. Ciągle trudno wjechać ze wschodu do Unii Europejskiej bez dobrej flaszki pod ręką. Cała zabawa trwa 5 godzin, mimo że na przejściu nie było kolejki.

Na noc chcemy dotrzeć na Mazury. po obliczeniach, w Toruniu planujemy być jutro, w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30 i zakończyć wyprawę w miejscu, gdzie ją rozpoczęliśmy - pod Urzędem Marszałkowskim.

 

  • 30 marca 

W środku nocy dotarliśmy do dziwacznego hotelu w Ustjużnej. Kompletnie zalana i rozkoszna recepcjonistka każdego z nas musiała wygłaskać na powitanie. Dotarliśmy tak późno, bo Łukasz złapał panę. Dziś pecha ciąg dalszy. Kolejna potężna opona General Grabber 35 cali sflaczała. Wcześniej te szerokie laczki pokonywały afrykańskie bezdroża, więc sporo przeżyły, ale żeby puszczać tak dzień po dniu...

Rano musieliśmy wycofać się z proponowanego przez Rafała skrótu. Drogę z Ustjużnej na zachód pokrywały lodowe grduły, samochody niebezpiecznie tańczyły. prędkość bezpieczna - 40. Pozostało więc nadłożyć sporo przez Petersburg.

Teraz walimy na Psków. Może w nocy uda się dotrzeć do granicy z Łotwą. Wcześniej jeszcze totalne tankowanie we wszystkie kanistry.

Do Torunia chcemy dotrzeć w piątek 1 kwietnia. Ale wymęczone auta mogą te plany obrócić w żarti to wcale nie primaaprillisowy.

 

  • 29 marca

Wielkij Ustiug ugościł nas przyzwoicie. Hotel dobry, dość tani i bez zbędnych ceregieli z papierkami.

Wczoraj w patrolu Łukasza wydzielał się jakiś nieprzyjemny zapach. Najpierw podejrzenie padło na nieszczelność butli gazowej, dziś już wiemy, że to wysiadł, podobno niezniszczalny, akumulator żelowy. Dalej jedziemy na drugim, a śmierdziel wraca do Polski na dachu.

Do celów filmowych potrzebowaliśmy starej siekiery. Wręcz wymarzoną sprzedała nam Nina Iwanowna Kukuriewa ze wsi Sieło koło Lenino. Oprowadziła po obejściu - żywy skansen. Piec chlebowy z miejscem do spania, maleńka bania, ale zero inwentarza. W całej wsi nie ma ani jednej krowy, świni. Tylko psy i koty. Nie to co za komuny, gdy Nina była dojarką w sowchozie. Sentyment za CCCP podobny jak w Workucie.

 

  • 28 marca

Błyskawiczne śniadanie tuż po 7 - jajecznica i pierogi - przepakowanie i ruszamy na południe. Byle minąc Kotlas, gdzie w drodze do Workuty wnerwiła wszystkich obsługa hotelu "Sowieckiego" i panująca tam upierdliwie ślamazarna biurokracja.

Kręcimy zdjęcia w malowniczych, zasypanych śniegiem, dierewniach i, trochę ryzykancko, wyszki oraz trzy linie zasieków dawnego łagru, który dziś jest więzieniem o zaostrzonym reżimie. Wszyscy - ciałami i autami - zasłaniamy Pawła i jego kamerę. A on co chwilę wymienia karty pamięci, by w razie problemów stracić tylko ostatnie ujęcie. Jest współpraca, jest team.

 

  • 27 marca.

Po trzech dobach koczowania w autach uwięzionych na kolejowej lawetcie Vampir, Pała i Łukasz są wreszcie z nami. Przeżyli dużo - z sikaniem do butelek włącznie i ostatecznie siłowym uwalnianiem aut: siekiera też była w użyciu.

Teraz analizujemy warianty drogi powrotnej do kraju. Jest kilka możliwości, ale zawsze wychodzi ponad trzy tysiące kilometrów, a warunki drogowe są podobno w całej Rosji kiepskie. Czasu robi się naprawdę mało. Łapówkarze z Workuty zrobili nas w konia - laweta miała jechać przecież tylko 22 godziny. Straciliśmy dwa dni, które trudno będzie odrobić.

Chcielibyśmy wrócić w piątek 1 kwietnia, ale nie wszyscy przystają na taką gonitwę. Jest się czego obawiać, bo zmęczenie trwającą już 18 dni wyprawą daje się we znaki. Wyraźnie słabniemy. Nerwy zaczynają niektórym puszczać. Dyskusja staje się burzliwa.

Tak czy inaczej jutro pobudka bardzo wcześnie. Szybkie przepakowanie aut i w drogę. Posiłki wyłącznie na poboczach. W czasie ich przygotowania Paweł pospiesznie kręci zdjęcia do rosyjsko-tajgowych tematów.  Szykuje się więc ostra jazda.

 

  • 26 marca

Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku. Jak się bierze łapówę, czyli "na łapu", to się z zobowiązań wywiązuje! To święta zasada, szczególnie w kraju, gdzie ten sposób załatwiania wszystkiego jest powszechnie przyjęty.

Nagraliśmy scenę total - Radek dzwoni do Andrieja i mówi wprost: wracamy do Workuty z tobą pogadać. Chłopak się najwyraźniej przeraził, bo oddzwaniał dwa razy. Potem Vampir puścił sms-a, że nagle tam u nich, w Peczorze na bocznicy, pojawiły się nowe informacje - mają ich odprawić po 22, a jechać mają do Uchty tylko 5 godzin. My jesteśmy autentycznie zdecydowani ruszyć do Workuty i to ze złymi intencjami. Mamy tam przecież utopione spore pieniądze.

Wbrew pozorom aferę wywołać łatwo, bo oficjalnie łapownictwo jest w Rosji ostro karane. Wiem do jakiego urzędu Andriej wchodził z 30 tysiącami naszych rubli. Zdjęcie nawet zrobiłem. Miejmy nadzieję, że chłopaków jednak odprawią i dojadą do nas nocą. Dostali współrzędne hotelu Serdonik w Uchcie, gdzie jesteśmy. Czekamy. 


  • 25 marca

Vampir, Pała i Łukasz po blisko półtorej dobie stania na bocznicy w Workucie - ruszyli. Pozostała szóstka już przed ósmą rano wylądowała w Uchcie. Pociągi osobowe kursują tu rewelacyjnie, z towarowymi nic nie wiadomo.

Jechaliśmy w wesołym wagonie. Sasza, spawacz z Gazpromu, pokazywał filmiki ze swojej pracy. Fantazję mają Rosjanie. Na przykład, rozcinanie źle zespawanych rur siedząc na jednej z nich okrakiem. Nagle naprężona rura się prostuje i wyrzuca faceta wysoko w górę.

My teraz w hotelu, a kierowcy w zasypywanych śniegiem samochodach uwięzionych na lawetach. A tu śnieżyce. Rosja sparaliżowana, w telewizji pokazują raz Petersburg, raz Moskwę - oba miasta po burzach śnieżnych. Trudno zdecydować, którędy lepiej wracać. Ale najpierw muszą tu dojechać auta z naszymi asami.

Czekać na nich możemy dzień... albo trzy. A może "w łapu" pomogło i przyjadą jednak jutro? Tego nikt nie wie. Jutro od rana zbieramy materiały filmowe - szukamy pozostałości łagrów w okolicach Uchty. Ten kondycyjny dzień przydał się wszystkim, bo padaliśmy już na pyski.

 

  • 24 marca 

Mróz rano okrutny, potem wicher i śnieg. Teraz już nawet robotnicy kolejowi mocujący nasze auta na lawecie przyznają - no, teraz mamy wreszcie purgę.

foto
Przez Usę - zasady ruchu

Odśnieżanie po workucku - spychacze i koparki w akcji. Wszyscy tu mówią: Bóg strzegł, że nie ruszyliście na południe na kołach. Na północ zresztą też. Zima na północno-wschodnim krańcu Europy to zupełnie inna bajka. Nad Bajdaratę nie ma szans ruszać w tych warunkach. Próbowaliśmy wynająć gąsienicowca jako przewodnika, ale 100 zł za kilometr to cena z kosmosu.

Rano powinniśmy być w Uchcie. Koledzy w samochodach na lawecie powinni być może 5 godzin później. Albo 4 dni. Zależy od tego, czy łapówka dotarła tam, gdzie trzeba.

 

  • 23 marca 

Pada śnieg i duje. Załatwiamy lawetę kolejową. Bez łapówki się nie dało. Mimo to nikt z zarządu kolei nie potrafi powiedzieć, kiedy transport dojedzie do Sosnogorska. Może za trzy dni, może za tydzień. Vampir, Piotr i Łukasz pojadą w autach na wagonie, reszta o wiele szybszym pociągiem osobowym. Spotkamy się na miejscu.

Dochodzi do niesamowitych scen. Pewna urocza workucianka spytała Radka, czy może go dotknąć. Ludzie ciągle zaczepiają nas na ulicach, robią sobie zdjęcia przy naszych autach. Wot, mołodcy - słyszymy na każdym kroku.

Przed startem w drogę powrotną kolejne naprawy aut - po pierwsze musieliśmy odczepić haki i wyciągarki, a jutro przed ładowaniem na lawetę zrzucimy koła zapasowe. Bo inaczej, samochody by się nie zmieściły.


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy

fotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




komentujkomentarze internautów:

fotka
~kalina
2011-12-03 21:40
*   (+odpowiedz)
niesamowite, jaka dramaturgia i koleżeństwo
 
zobacz też:
z tego tematu:
Toruń - Workuta - Bajdarata
DZIENNIK WYPRAWY: 26 marca. Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku...
Kilimandżaro coraz bliżej
Zwinka wspiera akcję "Marzenia bez granic"
podobne artykuły:
Pogadać z Aurorą
Niepełnosprawny i jego wózek za kręgiem arktycznym "zapolują" na zorzę...
Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zwinka penetruje dopływy Wisły
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
Zanim skończył się asfalt
Początek wyprawy do Workuty - trasa do Moskwy
Richter Expedition Aconcagua 2011
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
Zanim pamięć pożre tundra
Rozpoczęły się zdjęcia do filmu dokumentalnego o Workucie
W 99 dni przez Atlantyk!
Aleksander Doba przepłynął Atlantyk! Kajakiem!!!
Kilimandżaro zdobyte, przygoda trwa!
Akcja "Marzenia bez granic" - pierwszy cel zrealizowany!
Kajakiem przez Atlantyk
Trwa Transatlantycka eskapada kajakowa Olka Doby
Wschodni kraniec Europy
Bajdarata
Ujście rzeki Bajdaraty do Morza Karskiego
Zwinka wraca do Workuty
Wracamy do Workuty. Zimą 2011 roku wyruszy z Torunia wyprawa na skraj świata
 
© zwinka.pl 2019, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na