kajaki
forum
sklep

"Camino tinto" wydane!

Publikowane we fragmentach na naszym portalu wspomnienia Jacka Kiełpińskiego ze szlaku Camino de Santiago doczekały się wersji książkowej. Zapraszamy do lektury. Pomaga odetchnąć pełną piersią...

\
Camino Tinto. W 31 dni na koniec świata

Książka "Camino Tinto. W 31 dni na koniec świata", Wydawnictwo Adam Marszałek jest dostępna w naszym sklepie internetowym:

Cena - 30 zł. z podpisem (dedykacją) autora.

* * *

Wieczór autorski Jacka odbędzie się 7 lipca (poniedziałek) o godzinie 19.00, w toruńskim Dworze Artusa. Tam też można będzie nabyć książkę. Zapraszamy!

data publikacji: 2014-05-18

autor:
zwinka.pl

Choć rzecz dotyczy wędrówki najstarszym (uznanym przez Radę Europy za najważniejszy) szlakiem pielgrzymkowym naszego kontynentu, nie jest to książka religijna. Autor, tak jak chyba większość z nas, ciągle szuka prawdy. Z tym, że on spróbował podejść do tego najważniejszego życiowego tematu zgodnie z europejską tradycją i radykalnie.

Przygotować się, zorganizować i wreszcie zrealizować taką wyprawę, szczególnie w tak zagonionym dzisiejszym świecie, nie jest łatwo. Dlatego autor często podkreśla, że szlakiem Camino de Santiago idą szczęśliwcy, którym udało się urwać z cywilizacyjnej smyczy.

Tam nie tylko inaczej upływa czas, tam podejście do świata i ludzi ulega cudownej metamorfozie. To właśnie czuje się podczas lektury tego dziennika podróży. Zwince takie klimaty, jak łatwo się domyśleć, są bliskie. Dlatego kibicowaliśmy Jackowi sześć lat temu, a dziś cieszymy się z wydania tej książki.

Zacytujmy tekst zamieszczony z tyłu okładki, bo tłumaczy on meritum:

"Camino tinto" to zakrapiany tytułowym czerwonym winem dziennik z owianej legendami Drogi do Santiago de Compostela (Camino de Santiago), którą od IX wieku pokonują, w do końca niezbadanym celu, peregrinos - swobodni pielgrzymi, trochę włóczędzy, wierzący zawsze we własne siły i pomoc świętego Jakuba.

Miesięczną dziewięćsetkilometrową wędrówkę z Francji do Santiago na północno-zachodnim skraju Hiszpanii i dalej na Finisterrę, skalisty przylądek uznawany przez wieki za Koniec Świata, autor potraktował jak dotyk wolności. To nie tylko opis Drogi, choć Czytelnik znajdzie wiele szczegółów geograficznych, których próżno szukać w przewodnikach po Szlaku Jakuba. To zbiorowy portret ludzi pochodzących z całego świata, potrafiących wyłączyć na miesiąc telefony komórkowe i całkowicie oderwać się od swych codziennych trosk, starań, zobowiązań, układów, biznesów.

Po pierwsze jednak, to zapis stanu danego szczęśliwcom odkrywającym po trzystu kilometrach wszystkie mięśnie swojego ciała, a po pięciuset wyciskającym z oddechu najgłębsze pokłady energii, by jeszcze szybciej i lżej pokonać z plecakami kolejne tysiąc metrów.

foto

 

Klimat tej opowieści można od ręki poczuć otwierając książkę na dowolnej stronie. Choćby... dzień 18, droga do Leon.

 

My tu nawiązujemy europejskie znajomości, a obok dochodzi do międzykontynentalnego pokazu ran! Ujawniania słabości, człowieczeństwa obnażania! Najpierw swe stopy pokazał klasycznie przystojny Hiszpan.

- Odparzone na całej powierzchni. Skóra zeszła mi od pięt po palce - reklamuje marszcząc się i przybierając wyraz twarzy antycznego boga.

Powszechne cmokanie. Jest co oglądać. No, to dałeś ognia, Hiszpańczyku!

Ale po chwili, do góry, dostojnie, jak rękę spokojnego o zbliżające się wybory posła, podnosi swą nogę Brazylijka siedząca tuż obok.

- Aaaa! - wszyscy kurczą się z wrażenia. Stopa jej, cudna i kształtna, cała jest bowiem czerwona, jakby we krwi niewinnej skąpana.

- To lekarstwo na te sprawy takie czerwone! Nie denerwujcie się, nie krwawię! - uspokaja dziewczyna, ale i tak nikt nie może oderwać wzroku.

Swoją drogą, ciekawe czemu lekarstwo na pęcherze jest czerwone? Przecież wiadomo, że będzie tak działało na każdego postronnego widza. Ma być efekt większy? Ale po co? Podejrzane to jakieś. Dobrze, że peregrinka z Brazylii jest szczera i szybka w wyjaśnieniach, bo niektórzy mogliby tu zasłabnąć.

Jutro idziemy trzydzieści kilometrów do Hospital de Orbigo. To długa trasa dla Kasi, która ma chyba gorączkę. Wstać musimy wcześnie, bo o punkt siódmej jest tu śniadanie. Tak zapowiadają hospitaleros.

- Zapraszamy na wspólne śniadanie - powtarzają co chwilę i zapewniają, że nikt stąd głodny nie wyjdzie.

Trudno sobie wyobrazić, by w tak małym pomieszczeniu wykarmić naraz armię śpiących w dwóch wielkich salach ludzi, ale zobaczymy. Wszyscy umawiamy się na śniadanie. Będzie kolejna przygoda.

Kładąc się spać nie przypuszczaliśmy, jak kiepski to pomysł.

- Czy oni, mają dziś jakieś święto. Dzień niepodległości?! Co jest, do cholery?

Czym później, tym za oknami głośniej. Próbujemy spać, ale nic z tego. Czujemy się jak na stadionie piłkarskim, a nie w schronisku dla pielgrzymów.

Wreszcie nie wytrzymuję. Siadam na łóżku, zrywam się na równe nogi i... chcę mordować.

- Krwi! Zatłukę, skubańców!

Wybić w pień pieprzonych Hiszpańczyków! Wszystko rozumiem, można drzeć ryja do północy. Można i do drugiej, ale nie do czwartej! Cały czas się nawołują, laski piszczą, że ogólnie są za, kolesie samczą się torreadorsko. Szkło się tłucze, puszki dostają regularnie z kopa. Panie!!! Lord!!! Senior!!! Daj chociaż godzinę snu w tym zwariowanym mieście!

kategorie: recenzje książki camino

Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 13
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 10
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?
Camino tinto - dzień 9
Wreszcie przestaliśmy liczyć kilometry. One przecież są tylko umowne.
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 4
Szlak Camino de Santiago
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 3
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
 
© zwinka.pl 2018, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na