kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 18

Wolność dla Leon, owce w mieście, wieżowce bez okien, liście jak słonie - nic nie dociera do człowieka opętanego nivomanią. Chyba, że bracia Hiszpańczycy wydrą ryja do czwartej.

Camino tinto - dzień 18
Płaskorzeźba z katedry w Leon. Nastrojowa.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

Zobacz wszystkie dni

data publikacji: 2011-04-16

autor:
Jacek Kiełpiński

Dzień 18

 Reliegos - Leon

17 października 2008, piątek.

Droga do Leon. 26 kilometrów. Zaledwie. Ale Kasia chora.

Gdyby nie choroba Kasi, a zapadła najwyraźniej na jakąś szybkościową influenzę, to zapewne dalibyśmy dalej. Wszystko wskazuje na to, że moczenie nóg w lodowatej wodzie na trasie do Sahagun nie wyszło jej na zdrowie. Kicha, boli ją głowa, gardło, może mieć nawet gorączkę. Coś w stylu tego paskudztwa, które złapało mnie na początku Camino de Santiago, w Zubiri. 

Już w Sahagun, gdy pojawiły się pierwsze objawy, Ibrahima wystąpił z szalonym pomysłem, by... natrzeć Zająca "pomade". Bo on sam "pomade" stosuje na wszystko. I jak nogi bolą i jak głowa niedomaga wciera voltaren. Może trzeba go było posłuchać?

Aleję cudaczną wysadzaną platanami co siedem metrów pociągnęli bracia Hiszpańczycy dalej. Do Mansilla de las Mulas czujemy się więc jakby wczorajsi - trwamy w stanie permanentnego deja vu. To właśnie tutaj, w Mansilla, musieli spać Diallowie, którzy teraz są pewnie ładnych parę kilometrów z przodu. Miasteczko o wiele większe od Reliegos. Zakupy robię w carnicerii. Ale to nie zwykły rzeźnik, gdzie tylko mięcho sprzedają, to sklep ze wszystkim - nawet zimny sok naranjowy sklepowa przytargała z zaplecza.

Zaczynają się powoli potwornie długie, brzydkie i nudne przedmieścia Leon. Ten odcinek Camino wymęcza. Dość zaniedbane miasteczka wstępne, robiące tu za dzielnice, gdy tymczasem do właściwego miasta jeszcze daleko. Kolejne wzgórza i dalej tylko prosta droga bita, a wokół dziesiątki serwisów samochodowych i dealerów głównie zachodnich marek. Z dalekowschodnich - tylko motocykle.

Szukam sprzedawcy ład. W końcu zacznę o niego pytać... Chciałbym wiedzieć, gdzie ci wszyscy szczęśliwcy kupili te samochody? Znowu dwie nivy przejechały, a stało po drodze od groma. Robię im zdjęcia. Nasycenie ładami zdecydowanie większe niż w Polsce. Moja mania kupowania łady nivy pogłębia się raptownie na przedmieściach Leon. Marzy mi się chociaż godzinka w internecie, by ponownie sprawdzić ceny tych kuriozalnie zawodnych wynalazków na allegro. Ta potrzeba jest przecież kompletnie irracjonalna. To niepokojące. Czy można gdzieś skorzystać z pomocy psychologicznej na trasie Camino? Ciekawe, jak zareagowałby hiszpański psychiatra, gdyby trafił do niego pielgrzymujący do grobu świętego Jakuba, utrzymujący, że nie wyobraża sobie dnia bez widoku, nie krzyża z Roncesvalles ani symbolu Camino - muszli, tylko radzieckiej łady nivy!?

foto
Choroba nivia czai się w Hiszpanii wszędzie.

- Chyba ci, Misiu, odbija - Kasia stawia diagnozę lichym głosem.

Wyprzedza nas jakaś parka. Oczom nie wierzę! To Śpiewacy! Blondyneczka z krwiożerczo wyglądającym brunetem, którzy w Zubiri czarowali w łaźni arią "Peregrino". Ona co chwilę zwalnia, a potem podbiega swobodnie. Taki styl przemieszczania się. Unikanie metronomowej monotonni kroku za krokiem. On zaś idzie równo, dostojnie.

- Hola! - stanowcze, z podniesieniem ręki.

Przypominamy się sobie delikatnie potwierdzająco kiwając głowami. Ach, tak, oczywiście... Też, chwilę im zabrało skojarzenie, skąd się znamy, ale teraz już wszyscy wiemy, że połączyła nas noc pod wspólnym dachem w Zubiri. I ta scena rozbieramna koło pryszniców.

Kasia coraz lichsza. Przysiada w końcu na ławce pod kasztanowcem.

- Five minutes. Rest. Influenza. No good - najśladuję Antona i biorę się za zbieranie kasztanów. Zdaniem radiestetów wyciągają one przecież złe promieniowanie. Może z Zająca wyssają choróbsko? A jakby wrzucić garść kasztanów Kasi do śpiwora? Nie pomogą? Ale i nie zaszkodzą.

Wspominamy mój kryzys z trasy Zubiri - Pamplona. Kasia jest dziś w podobnym stanie. Ale ona na szczęście nie zażyła cebuli z chicken curry, nie męczy jej dodatkowo skręt zagazowanych kich.

- Nie leżę też jeszcze w trawię i nie kurwuję na całe gardło - dopowiada nieco się uśmiechając.

- A ja nie straszę cię wyrostkiem robaczkowym i hiszpańskim doktorem, takim gościem ze szpadą, którą leczy.

Żarty, żartami, ale sytuacja staje się poważna. Trudno chorować idąc. Zaczynamy rozważać najczarniejsze scenariusze. W albergues nie pozwalają zostawać nawet na jeden dzień, może trzeba będzie szukać jakiegoś taniego hotelu, by mogła wyleżeć i wypocić to paskudztwo? Ostatecznie jednak Zając mówi stanowczo:

- Nie padnę. Nie dam się i już.

Lekko zbaczamy z drogi do Carrefoura. Trudno przepuścić taką okazję. Można zrobić duże zakupy za stosunkowo małe pieniądze. Kasia osiada z plecakami na ławeczce w galerii, ja ruszam na łowy.

Największe zakupy w historii naszej peregrynacji. Zapomniałem się. Nawet dwie paczki krabowych paluszków surimi nabyłem. I chorizo. I wino. I zgrzewkę jogurtów greckich. I naranję. Piwera morze, bo tanie było. Ogólnie, taką masę dobra wszelakiego, że kosz miałem zapchany.

A wpakuj to teraz do plecaka! Po raz pierwszy doceniłem i wykorzystałem w pełni jego rozmiary. Postawiłem komin, czyli te +10 w nazwie "Kailua 70+10", i wszystko wlazło. A może zawsze chodzić tak obładowanym, by zacząć wreszcie się umartwiać? By dotarło w końcu, że to nie spacerek, ale pielgrzymka wymagająca ofiary?


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy turystyka podróże kultura historia camino

fotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
podobne artykuły:
Pogadać z Aurorą
Niepełnosprawny i jego wózek za kręgiem arktycznym "zapolują" na zorzę...
Sezon zainaugurowany!
Otwarcie Sezonu Turystycznego w Toruniu
Struga Łysomicka - kajakiem przez Las Piwnicki
Zwinka korzysta z roztopowej wody - zimowy spływ Strugą Piwnicką
Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zwinka penetruje dopływy Wisły
Prijon taifun - kajak legenda
Test najstarszego kajaka polietylenowego świata
Ostrza szalonego Muramasy
Niezwykła wystawa japońskiego uzbrojenia w Kamienicy pod Gwiazdą w Toruniu
Żony Arkadego Fiedlera
O przygodach Arkadego Fiedlera na Madagaskarze
Zimowa wyprawa offroadowa do Workuty
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
Zanim skończył się asfalt
Początek wyprawy do Workuty - trasa do Moskwy
Richter Expedition Aconcagua 2011
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
Toruń - Workuta - Bajdarata
DZIENNIK WYPRAWY: 26 marca. Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku...
 
© zwinka.pl 2018, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na