Nie jestem podróżnikiem

Jarosław Kret o książce \
zdjęcia: Jarosław Kret
...cd.

Jarosław Kret o książce "Moje Indie" i nie tylko...

zwinka: Indie pojawiły się w Pana życiu przypadkiem, ale został Pan tam na kilka lat. Co wpłynęło na tę decyzję?

Jarosław Kret: Nie „co”, tylko „kto”? Te czarne oczy (śmiech). Pewna piękna aktorka, z którą przyjaźnię się do dzisiaj. Pojechałem do Indii rzeczywiście przez przypadek. Chciałem zrobić krótki reportaż o sztuce teatralnej, dokładnie o „Ślubie” Gombrowicza, granej na deskach Wyższej Szkoły Teatralnej w New Delhi. Przedstawienie wystawiane było przez polskiego reżysera. Podczas kilku dni pobytu poznałem kilkoro aktorów, wśród nich cud piękność. To właśnie Ona spowodowała, że przykuło mnie do tych Indii na dłużej.

zwinka: Dzięki temu napisał Pan dość osobistą książkę?

JK: Osobiste jest w niej to, że zjadłem coś w samolocie i potem wierciło mnie strasznie w brzuchu. To rzeczywiście bardzo intymne wydarzenie...

zwinka: No nie wszyscy decydują się na jedzenie tego, co jest serwowane w Indiach.

JK: Ja w Indiach jem wszystko, co jest gotowane i smażone, ale nie surowe. A w samolocie przesadziłem. Tam nie powinno się jeść wcale.

zwinka: Jak dostrzec piękno Indii, kiedy ten kraj kojarzy się z hałasem, ciasnotą, brudem, nieznośnym zapachem?

JK: Zgadzam się, Indie takie są. Trzeba chcieć dostrzec ich piękno. Dobrym przykładem jest praca archeologa. Kiedy kopiąc łopatą trafia na brudny przedmiot w ziemi, musi go obmyć, oczyścić, obskrobać... Po tych wszystkich zabiegach okazuje się, że trzyma w ręku piękną figurkę ze złota. I tak samo jest z Indiami. Trzeba się nad nimi pochylić, bo inaczej nic nie zobaczymy. Trzeba ten powierzchniowy brud zetrzeć i dowiedzieć się, obok czego przechodzimy. Tak naprawdę, Indie wchłaniają i przyciągają jak magnes. Przynajmniej ze mną tak było i jest cały czas. Wciąż o Indiach chcę wiedzieć więcej i ciągle do nich wracam.

foto

zwinka: A przy okazji przełamać barierę uprzedzeń?

JK: Żyjemy stereotypami. Ludzie, którzy jeżdżą do Indii wiedzą, że jest tam brud, smród i ubóstwo. Ale oni wiedzą też, że pod tą warstwą są także inne wartości, kolory, smaki... Musimy się przekopać. Nic nie jest za darmo. Gdybyśmy tak łatwo i prosto chcieli poznawać świat, to byśmy się w pięć minut przesłodzili. Tak przynajmniej mamy jakąś robotę do wykonania. W Indiach życie od tysiącleci płynie swoim własnym rytmem. To kraj, który przyciąga obcych, ale im się nie poddaje. To przyjezdni muszą poddać się obowiązującym tu obyczajom. Swoją drogą, zapominamy jak było u nas. Jeszcze 20 lat temu żyliśmy na skraju totalnego dziadostwa. Nie było równego chodnika, szaro, brudno. Zadzieramy nosa i udajemy wielkich Europejczyków. Musimy nauczyć się pokory w patrzeniu na świat.


czytaj więcej:

12

kategorie: wywiady podróże Indie Azja

komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
podobne artykuły:
Prijon taifun - kajak legenda
Test najstarszego kajaka polietylenowego świata
Ostrza szalonego Muramasy
Niezwykła wystawa japońskiego uzbrojenia w Kamienicy pod Gwiazdą w Toruniu
Książka o Workucie
Jeszcze w 2011 roku na polskim rynku ukaże się książka o wyprawie do Workuty
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
Zanim pamięć pożre tundra
Rozpoczęły się zdjęcia do filmu dokumentalnego o Workucie
Wschodni kraniec Europy
Bajdarata
Ujście rzeki Bajdaraty do Morza Karskiego
Camino tinto - dzień 17
Kto na Camino pierwszy wpadł w trans? Zając, oczywiście. Słuchacz liści.
Wszyscy święci świata
O obrzędach pogrzebowych w różnych częściach świata opowiada dr. Zdzisław Preisner
Camino tinto - dzień 16
Czyżby nagle zrobiło się z górki?
Pychówka z żaglem
Marcin Figurski, mąż aktorki Agaty Kuleszy, pływa pychówką z żaglem po Wiśle
 
© zwinka.pl 2012, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | podążaj za zwinką na