Zanim skończył się asfalt
Z Polski do Moskwy samochodem - to spacerek dla odpornych kierowców. Wystarczy minąć z prawej Białoruś i... stanąć na pół doby przed rosyjską granicą. A potem - po nierównych drogach, na wschód.

Warto zajrzeć:
autor: Radek Rzeszotek
- Wyjechać z Unii Europejskiej niełatwo - uśmiecha się rosyjski pogranicznik na przejściu w Zilupe. - Nie to co wjechać do Rosji. A wy dokąd?
Nissany patrole na ogromnych oponach wzbudzają zainteresowanie nie tylko męskiej części obsługi przejścia granicznego. Celnicy oglądają naklejki afrykańskie, celniczki pytają czy wybieramy się na ryby. Ktoś interesuje się pojemnością silników, nikt numerami nadwozia. Całe szczęście. Nasz jedyny land rover miał bowiem dwie tabliczki znamionowe - skorodowaną austriacką i nowiutką polską. Idealny powód do cofnięcia samochodu przez rosyjskiego służbistę.
Celnicy trzech ekspedycjynych pojazdów jednak zatrzymywać nie zamierzali. Puścili nas najszybciej jak mogli - po dwóch godzinach.
Rosyjskie drogi do gościnnych nie należą - zwłaszcza tuż za granicą. Dziura na dziurze. Pobocze nierówne, brak lamp przydrożnych w miasteczkach i pasiołkach. Motele też niezbyt gościnne. Dziwki, mafia i portier hotelowy żądający łapówek za byle co. Za to Moskwa...
Wita na obwodnica-autostrada. Ile pasów? Trudno zliczyć. Raz trzy, raz pięć. Tylko na stacjach benzynowych za paliwo płacić trzeba z góry i kasjerka skrywa się za szybą pancerną. W centrum jednak wszystko w porządku. Milicja przemionowana niedawno na policję porządku pilnuje wręcz bezczelnie - stójkowi w oczy patrzą każdemu, zwłaszcza podejrzanym obcym. A trzy pojazdy obładowane po dach wzrok przyciągają bezwiednie.
Dobrze, że najpierw musimy odwiedzić Michaiła Tolmazowa, czterokrotnego mistrza Rosji w rajdach off-roadowych, który pomógł nam zaopatrzyć land rovera w części zapasowe. Przyjął nas w swoim warsztacie w niedzielę po południu. No pożegnanie wymieniliśmy się paroma flaszkami wódki. On dał nam rodzime "luksusy" - my jemu podarowaliśmy wyśmienity gin lubuski.
A potem był już tylko Plac Czerwony. Turystyka. Ale jak nie zrobić sobie fotki pod Kremlem stojąc u jego bram?
Kilkadziesiąt godzin później zaczęły się kłopoty...
Ale o tym już następnym razem.
znane miasta
wyprawy
workuta
motoryzacja Republika Komi
Rzeka Usa wije się przez tundrę i co roku zmienia koryto....
Wymarle dzielnice, dziurawy most, porzucone kopalnie. I cmentarze, gdzie grobów nie przybywa
Workuta życie codzienne
W Workucie nie ma kablówki. Jest za to dobra, rosyjska telewizja...
Polacy w łagrach Workuty
Wiedzie tu jeden tor kolejowy. Pod każdym podkładem leży jeden zesłaniec.
Tu wszystko sprowadza się do pogody. Albo ją potrafimy przeboleć, albo hodujemy nienawiść.
Gdy podróż wyzwala w człowieku homokupujensis, czas szamać suszone rybki
Podróż do Workuty
Pierwsza doba nie jest taka zła. Się pije, pije się. Puk puk, puk puk...



















