Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zaledwie siedem kilometrów od centrum Torunia. Wsiadasz do polietylenowej wydmuszki i walczysz w prawdziwym rezerwacie, gdzie żaden kretyn od wycinki nadrzecznych drzew nie ma prawa odpalić piły.

Chcesz przeżyć taką przygodę? Kliknij:
autor: Jacek Kiełpiński
To, mym zdaniem, największe dotychczasowe odkrycie naszego tegorocznego sezonu kajakowego, którego szczyt właśnie przeżywamy.
Struga Łysomicka, przecinająca rezerwat "Las Piwnicki" i lasy okolic Barbarki jest zazwyczaj niemrawym strumyczkiem. W rezerwacie ten uroczy siczek malowniczo meandruje pomiędzy trzystuletnimi dębami. Wiele omszałych drzew padło ze starości wprost w nurt. Ale, żeby tędy płynąć? Nawet w naszych szalonych, zwinkowych łbach taki pomysł dotąd się nie rodził.
Tymczasem prawdziwa jazda zaczyna się jesienią (a powtórkę będziemy mieli wiosną!). W tej chwili nie płynie tamtędy byle co, idzie duża woda praktycznie z całej gminy Łysomice. Geograficznie określa się to tak: woda z części terenu Równiny Chełmińskiej spływa w Kotlinę Toruńską, czyli teren Pradoliny Wisły. Struga Łysomicka spływa w kierunku Wisły poprzez tak zwany "obszar strefy krawędziowej Kotliny Toruńskiej". Krawędź owa ma wysokość od 5 metrów na wysokości Lulkowa, do 25 metrów na wysokości Świerczynek. (Dane z materiałów gminy Łysomice, resztę niech dopowie wyobraźnia).
Zaczynamy koło mostku na drodze będącej przedłużeniem toruńskiej ulicy Ugory, która przechodzi w drogę prowadzącą przez las do Lulkowa. Gdy startowaliśmy, do wypełnienia przepustu pod drogą brakowało pięciu centymetrów. Gdy byłem tam kilka dni później woda podeszła około piętnastu centymetrów wyżej i wolnej przestrzeni pod mostkiem już nie było. Brakowało około czterdziestu centymetrów, by woda przelała się przez drogę!
Pierwszą prostą przez teren wycinki warto wykorzystać do tego, by się poprawić w kajaku, rozeprzeć i dopasować kolana, sprawdzić czy fartuch dokładnie przylega. Płyniemy spokojnie, jak kanałem, ale delikatnie coraz szybciej i napięcie powoli narasta.
Zabawa zaczyna się wraz z wpłynięciem do lasu. Cytując Tomka, klasyka zwałkoholizmu: Nie ma ziewania.
I nie będzie do końca. Zwałki rozmieszczone jak Pan Bóg przykazał. Bez świrowania. Luksfer co chwilę pogwizdywał z zachwytu. Co może być za ciasnym zakrętem? Pewnie drzewko w poprzek i konkretne czochracze. Oczywiście!
czytaj więcej:
123
kategorie:
wyprawy
turystyka
rzeki
przyroda
kajaki Ile dopływów ma rzeka Drwęca? Dokładnie 47. Dziś przedstawiamy Lubiankę!
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!



































