kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 17

Przejść ponad trzydzieści kilometrów, by nauczyć się sztuki smażenia bez tłuszczu i pogadać o medytacji przy winie za cztery euro. Jakże sensownie spędzony dzień!

Camino tinto - dzień 17
I tak ponad trzydzieści kilometrów. Peregrinostrada.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

Zobacz wszystkie dni

data publikacji: 2010-11-07

autor:
Jacek Kiełpiński

Dzień 17

Sahagun - Reliegos

16 października 2008, czwartek.

Droga do Reliegos. Miało być 31 kilometrów, a wyszło trochę więcej. Zaj wysłuchał liści.

Zgubiliśmy drogę mimo przestróg Włodka Antkowiaka, który nam chyba nawet dwa tygodnie przed startem to miejsce rysował... Przy pierwszej miejscowości za Sahagun, Calzada del Coto, trzeba skręcić na wiadukcie w lewo, mimo, że strzałka zachęca, by iść w prawo. Niemiecka rowerzystka, a te przecież na Camino de Santiago wszystko wiedzą najlepiej, skręciła właśnie w prawo. My jak te barany poszliśmy za nią. Ale na szczęście po dobrym kwadransie marszu zauważyliśmy, że niepokojąco nas odrzuca od autostrady, a przecież na mapce niemieckiej szlak zaznaczono blisko niej i to po lewej stronie. Krótka obczajka mapy i terenu - zawracamy. Ale tylko do pierwszego wiadukciku nad autostradą, takiego wąskiego, zawalonego łajnem, przesmyku dla traktorów. Dotarliśmy do niego po ugorze i oranym polu.

- To jest prawdziwe chodzenie po Ziemi! - komentujemy prąc prosto przed siebie.

Pół godziny i jesteśmy po drugiej stronie autostrady, gdzie zbudowano specjalną drogę dla peregrinos.

Ta zaś, to osobna historia. Aleja, która zmusza do refleksji. Przez bite 30 kilometrów, z małymi przerwami na miejscowości, pociągnięto alejkę wyściełaną białymi kamyczkami. Z lewej strony, czyli od południa, posadzono platany, by osłaniały pielgrzymów przed promieniami Słońca. Trzydzieści kilometrów, czyli trzydzieści tysięcy metrów, a kolejne drzewo dokładnie co metrów siedem. Łatwo obliczyć, że potrzebnych było grubo ponad 4000 drzewek. Dodatkowo, szczególnie na ostatnim odcinku z El Burgo Ranero do Reliegos, do każdego drzewka pociągnięto gumową rurkę, najwyraźniej - w zamierzeniach przynajmniej - z wodą. Wężyki te są pozaginane i zabezpieczone drutem. Chyba pomysł z nawadnianiem nie został ostatecznie zrealizowany. Ale wszystko to i tak wygląda imponująco. Szanują tu peregrinos i strasznie poważnie do kwestii Camino de Santiago podchodzą. Ale z tym białym torem wyścigowym to chyba przesadzili.

A wokół jedynie puste pola i pociąg mknący na horyzoncie jak biała strzała.

foto
Białe kreski po hiszpańsku.

Zając zaczął mi się dziwnie zachowywać. Wpadł w rytm. Idzie idealnie, starannie powtarzając ruchy całego ciała, jak uniwersalny żołnierz. Czuję, że nielicho mi Kasia odleciała. Jest daleko. Zgrała oddech z krokami. Nie będę przeszkadzał. Niech idzie.

Diallów dostrzegliśmy koło torów, gdy te po zakręcie zbliżyły się do alei. Schodzimy się ostatecznie przy ławce, jednej z wielu betonowych konstrukcji postawionych tu dla zdrożonych pielgrzymów. Okazało się, że poszli właśnie drogą, z której pryskaliśmy po oranym. Ich francuski przewodnik zaleca tamtą trasę. Jakby nie patrzeć - radzi unikać alei 4000 drzew. Odwrotnie niemiecki, z którego mamy zeskanowane mapki - tamtej, "francuskiej" trasy w ogóle nie uwzględnia, a czerwoną krechę szlaku kreśli tu, gdzie ostatecznie szliśmy. Francuskie i niemieckie spojrzenia na świat, ich pojedynek na hiszpańskiej ziemi.

Ibrahima leży rozwalony na ławie, popija wodę, wcina orzeszki.

- Jestem już stara. Nie mam siły - zbiera mu się na zaskakującą refleksję.

Jednak, gdy zapowiadamy, że stajemy w pobliskim Reliegos, Ibrahima kręci nosem. To dla niego dziura za mała, potrzebuje sklepu. Chyba Diallowie pójdą więc dalej.

W Reliegos nie wita nas żaden hospitalero. Ma wpaść wieczorem i zebrać opłaty. Młodzi Niemcy już w strojach domowych - sandałki i fioletowe kory.

A może dziś zjemy w barze? - chyba równo wpadamy na ten sam pomysł.

- Czas na słynną tortillę - konkretyzuje Zając.

Więc po kąpieli ruszamy do tak zwanego centrum tej osady. A tu kiepska sprawa. Bar "Toro", który tak dymił wesoło głosami bywalców, gdy wchodziliśmy do Reliegos, jest teraz stanowczo zamknięty. W środku szaleje rottweiler i ujada groźnie, gdy tylko dotykamy klamki. Ruszamy do baru obok. Pani barmanko-właścicielka, gdy pytamy o toritillę, patrzy jak na wariatów.

- Teraz? Możecie dostać tę zimną. Stoi na barze.

To coś, o smutnym wyglądzie starego zapadniętego cienkiego jabłecznika, ma być naszym obiadem? O, nie! Sami sobie urządzimy ucztę.

To było jedno z najlepszych kucharzeń. Walczyliśmy razem, ramię w ramię. Musieliśmy wymyśleć, czym zastąpić olej, którego nie było. Masła i podobnych smarowideł też brakowało.

- Może chlapnąć olejem z sardynek?

- Nie, świństwo wyjdzie, spaghetti sardynkowe. Do tego jeszcze, Misiu, nie dojrzałam.

Ostatecznie na właściwy pomysł wpada Zaj.

- Smażymy w ogóle bez tłuszczu.

Jasne! Genialne! Kuchnia beztłuszczowa! Najbardziej zdrowa! I na najzupełniej zwykłej, jak najbardziej poprzypalanej patelni, usmażyliśmy paprykę z cebulą metodą pustynną - na sucho. Okazuje się, że można. A na diabła ten olej! Wszystko wyszło jak trzeba, tylko trochę cebulka się miejscowo zwęgliła.


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy turystyka przyroda podróże kultura camino

fotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
podobne artykuły:
Pogadać z Aurorą
Niepełnosprawny i jego wózek za kręgiem arktycznym "zapolują" na zorzę...
Sezon zainaugurowany!
Otwarcie Sezonu Turystycznego w Toruniu
Struga Łysomicka - kajakiem przez Las Piwnicki
Zwinka korzysta z roztopowej wody - zimowy spływ Strugą Piwnicką
Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zwinka penetruje dopływy Wisły
Prijon taifun - kajak legenda
Test najstarszego kajaka polietylenowego świata
Ostrza szalonego Muramasy
Niezwykła wystawa japońskiego uzbrojenia w Kamienicy pod Gwiazdą w Toruniu
Żony Arkadego Fiedlera
O przygodach Arkadego Fiedlera na Madagaskarze
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
Zimowa wyprawa offroadowa do Workuty
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
Zanim skończył się asfalt
Początek wyprawy do Workuty - trasa do Moskwy
Richter Expedition Aconcagua 2011
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
 
© zwinka.pl 2017, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na