Colty i kapiszony
Kowboje dziś mają konkurencję - Spidermana i Buzz Astral'a. Jednak moda na Dziki Zachód nie przeminie. Wystarczy wybrać się do miasteczka Kansas City pod Grudziądzem, aby się o tym przekonać.

Westernowe miasteczko jest projektem komercyjnym, choć nie pozbawionym elementów edukacyjnych. Wejście na jego teren kosztuje od 18 do 22 złotych.
autor: Iwona Muszytowska-Rzeszotek
Westernowe miasteczko Kansas City pod Grudziądzem
Do Kansas City nie potrzeby jest paszport i wiza. Wystarczy zapiąć pasy w aucie i ruszyć w stronę grudziądzkiego Megaparku (tak właściciele nazwali popularne westernowe miasteczko). Mały Patryk i jeszcze mniejszy Bruno o kowbojach wiedzieli niewiele. Pierwsze lata ich życia zdominował Jack Sparrow i Batman. Pierwszy bohater w kapeluszu pojawił się w Toy Story, ale to na punkcie Buzz'a Astral'a oszalały. Przełom nastąpił, kiedy pojechaliśmy do westernowego miasteczka pod Grudziądzem.
Teren Megaparku Kansas City jest duży, przestronny, oferta bogata, nieco kiczowata jak to bywa w takich miejscach. Zaczynamy się zastanawiać, co mają wspólnego kowboje z dinozaurami czy Sierotką Marysią i Czerwonym Kapturkiem. Bilet kosztuje 22 i 18 zł. Nie upoważnia nas jednak do skorzystania z wszystkich atrakcji. Warto zabrać, więc ze sobą dodatkową gotówkę, albo dogadać się z pociechą ile można wydać. Cenna uwaga! Na terenie westernowego miasteczka obowiązuje wewnętrzna waluta, czyli dolary. Bankomatu może tu nie ma, ale jest bank gdzie pieniądze można wymienić po kursie 1 dolar za 3 złote. Swoją drogą warto mieć tych dolarów więcej, bo praktycznie każda ruletka, gra zręcznościowa, wybicie pamiątkowej monety czy przejażdżka konno kosztuje od 1 do 4 dolarów.
Na początek zwiedzania westernowego miasteczka hodowla zwierząt: koguty, kury, króliki, kozy, świnki, wielbłąd, struś, lamy. Dalej staw z tysiącem rybek. W oddali dwa sztuczne kajmany. Wystarczy podejść do barierki na pomoście, aby wszystkie rybki ustawiły się w kolejce po karmę i wystawiły pyszczki. Karma jest i kosztuje 1 zł. Trzeba, więc zabrać drobne.
Patryk i Bruno potraktowali zwierzątka dość chłodno. Być może, dlatego, że często odwiedzają toruński ogród i Zoo w Płocku. Szukali więc w westernowym miasteczku dalej innych atrakcji, marząc tak naprawdę o jednym - wesołym miasteczku, które widzieli w oddali. Wyrywam sobie ukradkiem włosy z głowy, myśląc, że gdyby to ode mnie zależało wysadziłabym dynamitem każdą karuzelę.
czytaj więcej:
123
kategorie:
znane miasta
turystyka podobne artykuły:
Tu mędrcy popadają w szaleństwo, a szaleńcy stają się jeszcze bardziej szaleni...
Kto raz spróbuje jazdy po bezkresnej przestrzeni Śniardw, nie wyjdzie już na sztuczne lodowisko!
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus































