Baza pod Mount Everest
Ocieplenie klimatu czuć w Himalajach na sobie. Wiosna nie jest już tak zdradliwie chłodna jak kilkanaście lat temu. Himalaje się zmieniają, lodowce cofają się - zostawiając miejsce dla ludzi.
autor: Iwona Muszytowska-Rzeszotek
Druga część wywiadu z toruńskim muzykiem, szefem kultowego klubu "Od Nowa", Maurycym Męczekalskim - o wyprawie trekkingowej w Himalaje - inne zupełnie, innostanowe...
zwinka.pl: Gdzie spędzaliście na trasie noce?
Maurycy Męczekalski: W kamiennych schroniskach tzw. lodgach. To są odpowiedniki naszych górskich schronisk. Pokoje są dwuosobowe, łóżka, świetlica, ale jest zimno, bo to tylko kamień i dykta.
Jest piecyk blaszany, w którym pali się odchodami jaka. Zresztą odchody przynoszone są w dłoniach i nikt się tym nie przejmuje. Swoją drogą do braku higieny Szerpów, ciężko było nam Europejczykom się przyzwyczaić. Drogi prysznic, o toaletach można było pomarzyć. Trzeba jednak się z tym oswoić. Dlatego wszyscy wyposażeni byliśmy w ogromne ilości chusteczek nawilżanych dla dzieci.
zwinka.pl: A noc w najwyższym punkcie? Grze przypadła?
Maurycy Męczekalski: W miejscowości Gorak Shep to jest 5.140 m.n.p.m. I tu już było ciężko. Bo powyżej 5.000 mieliśmy połowę tlenu niż normalnie. Przyspieszony oddech, osłabienie.
A dotarliśmy jeszcze wyżej. To był jeden z naszych celów. To był Kala Patthar szczyt w wysokości 5. 550 m. Szczyt sam w sobie mało ciekawy, ale właśnie z tego miejsca wykonywane są zazwyczaj zdjęcia Mount Everets. Widok stąd jest imponujący.
zwinka.pl: Kolejny cel to główna baza namiotowa pod Mount Everest? To chyba kultowe miejsce?
Maurycy Męczekalski: Everest Base Camp to niezwykłe miejsce. Dalej są już tylko campy na poszczególnych wysokościach najwyższego szczytu. Ostatni czwarty camp znajduje się półtora km. od szczytu. Tak naprawdę himalaiści nie lubią turystów. Nas trekkingowców zaledwie tolerują. Tu obowiązuje hierarchia. Himalaiści to ci, którzy się wspinają. Mają sprzęt, butle z tlenem i rozmawiają o ośmiotysięcznikach. Interesuje ich tylko zdobycie szczytu. Nas traktują z góry, są mili, ale to raczej z grzeczności. Wiele miejsc w bazie jest zamkniętych, tam chodzić i zwiedzać nie wolno. Dla wielu z nich taka wspinaczka wymaga skupienia, odosobnienia, relaksu, motywacji.
Mnie to nawet nie dziwi. Tam przecież giną ludzie. Przez cały czas naszej wędrówki towarzyszyły nam helikoptery. Taki helikopter to zły znak. Bo on leci wtedy, kiedy jest wypadek i potrzebna jest pomoc. Dziennie widzieliśmy po kilka takich lecących helikopterów. Tam jest rzeczywiście niebezpiecznie. Trzeba uważać na spadające skały, osypujące się ścieżki, mijające nas jaki, bo one potrafią strącić kogoś w przepaść. Dlatego przy krawędzi się nie chodzi.
czytaj więcej:
123
kategorie:
wywiady
wyprawy
góry
ekstremum
Azja Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
Na Szczeliniec w Góach Stołowych wspięło się aż dwóch monarchów...
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
DZIENNIK WYPRAWY: 26 marca. Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku...



















