Woda w zbroi się gotuje

Rycerstwo lubi się bić. Ale musi mieć dobre warunki. Tymczasem słońce przypomniało, że wtedy - 15 lipca 1410 roku - to ono odegrało zasadniczą rolę. I tak było 600 lat później.

Woda w zbroi się gotuje
Zwycięskie słońce na sztandarze, zrzucanie zbroi i człowiek skaczący na bungy. Czyli komplet.
data publikacji: 2010-07-27

autor:
zwinka.pl

Podczas próby generalnej w piątek 16 lipca robili sobie jaja. Ci w strojach indiańskich napadali na kowbojów. I na odwrót. Lekki ekwipunek amerykańskich wojowników lepiej pasował do aury, jaka akurat w Polsce panowała. Jednak dzień później, 17 lipca, poszli na pole bitwy zakuci w żelazo. Ponad dwa tysiące ludzi wykazało się posiadaniem kompletnych zbroi. A wystarczyło tylko zapomnieć o wojłoku pod pancerz, by na ogrodzony teren nie zostać wpuszczonym. Wielu współczesnych rycerzy, mimo posiadania sprzętu z nierdzewnej blachy za dziesięć tysięcy złotych, musiało zadowolić się rolą widza tego przedstawienia.

Miały to być obchody szczególne. Sześćset lat to naprawdę poważna rocznica, a samo wydarzenie godne upamiętnienia na przynajmniej europejską skalę. Śmiemy przypuszczać, że zasadniczą rolą Komitetu ds. Przygotowania Obchodów było... reklamowanie inscenizacji, która i tak by się odbyła. Sami rycerze często przypominają, że są jedynymi w Polsce aktorami darmowymi. Nikt im nie płaci delegacji za przyjazd na pola Grunwaldu, nikt nie partycypuje w kosztach ich kostiumów z epoki. Są pasjonatami samofinansującymi się, a zaangażowaniem w całe przedsięwzięcie przewyższają aktorów zawodowych. Bo chcą się bić.

 

foto
Zbroje czekają na przegląd. Trzeba mieć wszystkie detale, by wyjść na pole bitwy.

Grunwald 2010 próbowano wykorzystać w celu krzewienia patriotyzmu i zasilania Narodowych Sił Rezerwowych, do których prowadzono wręcz regularny werbunek. Próbowano też dwoma nadmuchanymi mieczami namawiać do... grania w totolotka. Ale ogólnie, królowało piwo Tyskie, po które ustawiały się gigantyczne kolejki. Czy spodziewano się ponad 200 tysięcy widzów? Chyba nie, bo gdyby tak było, nie zabrakłoby na końcu imprezy nie tylko piwa, ale i wody.

Rycerze, z którymi rozmawialiśmy przed bitwą mówili głównie o słońcu. Upał był ich jedyną troską. Licytowali się, kto ma najcięższą zbroję (przeważały czterdziestokilowe, ale były i cięższe), niektórzy zapewniali, że przed samą bitwą usmażą sobie na nich jajecznicę. Najgorzej wypadli ci, którzy według planu organizatorów mieli na polu bitwy pojawić się pierwsi. Zwinka obserwowała szczególnie uważnie walecznych Rosjan, którzy zjawili się dość wcześnie. Niektórzy z nich woleli przeczekać w nieświadomości trudny czas. Legli i próbowali zasnąć.

 


czytaj więcej:

123

kategorie: Sztuki walki podróże historia

fotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofotofoto
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
podobne artykuły:
Prijon taifun - kajak legenda
Test najstarszego kajaka polietylenowego świata
Ostrza szalonego Muramasy
Niezwykła wystawa japońskiego uzbrojenia w Kamienicy pod Gwiazdą w Toruniu
Żony Arkadego Fiedlera
O przygodach Arkadego Fiedlera na Madagaskarze
Książka o Workucie
Jeszcze w 2011 roku na polskim rynku ukaże się książka o wyprawie do Workuty
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
Zanim pamięć pożre tundra
Rozpoczęły się zdjęcia do filmu dokumentalnego o Workucie
Wschodni kraniec Europy
Bajdarata
Ujście rzeki Bajdaraty do Morza Karskiego
Najsilniejsza Polka szpilek nie nosi

Marlena Wawrzyniak - piękna mistrzyni armwrestlingu
Camino tinto - dzień 17
Kto na Camino pierwszy wpadł w trans? Zając, oczywiście. Słuchacz liści.
Camino tinto - dzień 16
Czyżby nagle zrobiło się z górki?
Pogański ślub po litewsku
Wyznawcy Perkuna, boga ognia, mają się świetnie
 
© zwinka.pl 2012, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | podążaj za zwinką na