Woda w zbroi się gotuje
Rycerstwo lubi się bić. Ale musi mieć dobre warunki. Tymczasem słońce przypomniało, że wtedy - 15 lipca 1410 roku - to ono odegrało zasadniczą rolę. I tak było 600 lat później.
autor: zwinka.pl
Podczas próby generalnej w piątek 16 lipca robili sobie jaja. Ci w strojach indiańskich napadali na kowbojów. I na odwrót. Lekki ekwipunek amerykańskich wojowników lepiej pasował do aury, jaka akurat w Polsce panowała. Jednak dzień później, 17 lipca, poszli na pole bitwy zakuci w żelazo. Ponad dwa tysiące ludzi wykazało się posiadaniem kompletnych zbroi. A wystarczyło tylko zapomnieć o wojłoku pod pancerz, by na ogrodzony teren nie zostać wpuszczonym. Wielu współczesnych rycerzy, mimo posiadania sprzętu z nierdzewnej blachy za dziesięć tysięcy złotych, musiało zadowolić się rolą widza tego przedstawienia.
Miały to być obchody szczególne. Sześćset lat to naprawdę poważna rocznica, a samo wydarzenie godne upamiętnienia na przynajmniej europejską skalę. Śmiemy przypuszczać, że zasadniczą rolą Komitetu ds. Przygotowania Obchodów było... reklamowanie inscenizacji, która i tak by się odbyła. Sami rycerze często przypominają, że są jedynymi w Polsce aktorami darmowymi. Nikt im nie płaci delegacji za przyjazd na pola Grunwaldu, nikt nie partycypuje w kosztach ich kostiumów z epoki. Są pasjonatami samofinansującymi się, a zaangażowaniem w całe przedsięwzięcie przewyższają aktorów zawodowych. Bo chcą się bić.
Grunwald 2010 próbowano wykorzystać w celu krzewienia patriotyzmu i zasilania Narodowych Sił Rezerwowych, do których prowadzono wręcz regularny werbunek. Próbowano też dwoma nadmuchanymi mieczami namawiać do... grania w totolotka. Ale ogólnie, królowało piwo Tyskie, po które ustawiały się gigantyczne kolejki. Czy spodziewano się ponad 200 tysięcy widzów? Chyba nie, bo gdyby tak było, nie zabrakłoby na końcu imprezy nie tylko piwa, ale i wody.
Rycerze, z którymi rozmawialiśmy przed bitwą mówili głównie o słońcu. Upał był ich jedyną troską. Licytowali się, kto ma najcięższą zbroję (przeważały czterdziestokilowe, ale były i cięższe), niektórzy zapewniali, że przed samą bitwą usmażą sobie na nich jajecznicę. Najgorzej wypadli ci, którzy według planu organizatorów mieli na polu bitwy pojawić się pierwsi. Zwinka obserwowała szczególnie uważnie walecznych Rosjan, którzy zjawili się dość wcześnie. Niektórzy z nich woleli przeczekać w nieświadomości trudny czas. Legli i próbowali zasnąć.
czytaj więcej:
123
kategorie:
Sztuki walki
podróże
historia 



































