kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 13

Zaj nawet nie wie, jak tu doszedł. Odpłynęła mi Indianka. Jak cudnie wolno można iść. Kinhin między rundami zazen? Nie, wolniej. Hontanas poznawane klatka, po klatce. Bajkowe miasto w dolinie pustyni.

Camino tinto - dzień 13
Wesołki próbują dobrze nastroić przed pustynią.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

data publikacji: 2010-07-01

autor:
Jacek Kiełpiński

Dzień 13

Burgos - Hontanas

12 października 2008, niedziela.

Droga do Hontanas. 31 trudnych kilometrów. Szczególnie, gdy praktykuje się kinhin.

Dała nam popalić smażąca pustynia. Oczywiście, nie od razu. Gdy po ciemku opuszczaliśmy schronisko w Burgos, nic nie zwiastowało czekającego nas upału. Na chodnikach i jezdniach pełno śladów po nocnej balandze. Flaszki, papiery, puszki po piwie. Zaszaleli trochę Hiszpańczycy!

- Jasiek! Pan! Tu! Pan idzie tu! - donośne nawoływanie Ibrahimy uratowało nas przed zmyłką trasy, która - jak to w dużych miastach - nie jest oznaczona najlepiej.

Z Burgos wychodziliśmy w porannej mgiełce, mijając skrajne dzielnice pełne dość ekskluzywnych nowych domów, w których nikt nie mieszka. Skąd my to znamy?

Diallowie zadziwieni autostradą przecinaną tuż za miastem.

- Tego tu dwa lata temu nie było! - zaręcza Ibrahima i bije się w piersi rękojeściami kijków aż dudni.

Wreszcie w pełni do nas dociera - oni idą po swoich świeżych śladach. Zaledwie dwa lata temu przeszli Camino, a już dziś obserwują kolosalne zmiany na trasie. To są dopiero znawcy szlaku! Przewodnik napiszcie!

Koło Villalbilla de Burgos trafiamy na łowcę ślimaków. Nasi grzybiarze to przy nim zacofane sieroty. Z wiaderkiem kręci się praktycznie w miejscu. Po co łazić kilometrami, skoro wystarczy przeczesać chaszcze nad rzeką? Wydziera z tych krzaczorów ślimaki winniczki. I do wiadra! Na obiad!

Idąc dalej kibicujemy tym, pewnie - niestety - nielicznym, które próbowały prysnąć spod zwinnych palców hiszpańskiego ślimakarza.

W Tardajos stajemy w barze. Siedzi tam już Anton i gorąco zaprasza do siebie. Kasia walnęła kawę, ja oczywiście piwero.

foto
Ślimakarz na łowach.

Okazało się, że Anton spał w hostelu. Zrezygnował w ostatniej chwili ze schroniska municypalnego w Burgos, a stał przecież wczoraj pod nim w kolejce, wraz z nami i grupą zniecierpliwionych peregrinos. Jednak patrząc wtedy na nas znowu doszedł do wniosku, że chrapaniem nie chce nam przeszkadzać. Co za gość?!

Mówiąc o tym, popija równocześnie kilka napoi słodzonych z puszek i pochłania ciastka. Zdecydowana zmiana menu. Przecież w Villamayor de Monjardin zarzekał się, że ciągnąć może dzień bez jedzenia.

Zapowiada, że dzisiaj nie szaleje.

- Three hours. Rest. Sunday - wyjaśnia jasno, najkrócej na świecie.

Wreszcie mogę z bliska przyjrzeć się jego kijkom. To jedyny peregrino z widzianych dotąd na trasie, który najwyraźniej wie, o co w tej zabawie chodzi. Używa kijków, wyglądających trochę jak zabawki z Geanta, ale stworzonych do prawdziwego marszu! Wyposażone w  regulowane i szczelnie zapinane uchwyty na dłonie, które umożliwiają marsz bez zaciskania palców na rękojeściach, co muszą czynić wszyscy posiadacze królujących tu kijków trekkingowych. Tyle wiedziałem z teorii nordic walking. Jednak wiedza to czysto teoretyczna, bo nigdy kijków nie miałem w rękach. A teraz, w małej wiosce kawałek za Burgos, mam okazję dokładnie je obejrzeć.

- Carbon - cicho wtrąca Anton, uśmiecha się i pokazuje jakie toto lekkie.

Faktycznie. Prawie nic nie waży.

- Dasz spróbować?

Rozkłada szeroko ręce: - A chodź sobie śmiało.

Zapiął mi dokładnie paski na dłoniach, kijki doczepił z charakterystycznym "klik" i...

Po trzech krokach poczułem objawienie.

- To jest to! - wydarłem się prąc do przodu, prawie biegnąc, i potrącając gumowymi końcówkami stojące pod murem plecaki. - Jaki power! Jak napęd na cztery koła! Subaru impreza! Jakbym dłońmi dotykał ziemi! Spróbuj, Zając!


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy podróże camino

fotofotofotofotofotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 10
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?
Camino tinto - dzień 9
Wreszcie przestaliśmy liczyć kilometry. One przecież są tylko umowne.
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 4
Szlak Camino de Santiago
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 3
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
 
© zwinka.pl 2018, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na