kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 10

Czy jesteśmy na pustyni? Gdzie ludzie? Tylko wymarłe, zrujnowane domy, głuche wioski i drogi łaczące wzgórza, którymi nic nie jedzie. Wszystko już tu było. Sucho. Daleko. Jesteśmy razem, mamy tylko siebie.

Camino tinto - dzień 10
Zamieszkać w przestrzennym miejscu z widokiem można od zaraz. Za darmo.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

data publikacji: 2010-05-17

autor:
Jacek Kiełpiński

***

Dzień 10

Redecilla del Camino - Villafranca Montes de Oca

9 października 2008, czwartek.

Droga do Villafranca Montes de Oca, 23 kilometry wśród klocków LEGO.

Maruda od rana daje popis. Stęka, mruczy, rozrzuca swoje rzeczy, które ewidentnie cuchną utrwalonym potem. Jest ostentacyjnie głośny: chcieliście spać ze mną pod jednym dachem, to macie za swoje! A gębę ma przy tym ponurą i wykrzywioną jakimś paskudnym grymasem. Nie musicie mnie lubić, mam to gdzieś!

To pierwszy taki przypadek na naszym Camino de Santiago. Gdy po raz kolejny przestawia brutalnym ruchem plecak Ibrahimy, ten wyraźnie się hamuje, by nie wybuchnąć. Aż się gotuje. Takiego Ibrahimy nie znaliśmy! Czyżby kroiła się międzynarodowa awantura? Francuz z Polakiem napukają Włochowi w Hiszpanii? Wyskakuję z mojego puchowego śpiwora. Jestem gotowy.

Ostatecznie Ibrahima odpuszcza. Kiwa tylko głową z podniesionymi maksymalnie brwiami i rozkłada ręce - w języku międzynarodowym: - Na kretyna nie ma rady, niech się wyszaleje. Na razie nie będziemy go bić.

Pozostali Włosi pokrzykują w łazience. Do sąsiedniej, zapełnionej już przez szorujące się porannie peregrinki, próbuje się dostać Kristin - bosa i ewidentnie naga, owinięta tylko w wielki ręcznik. Ścisk się robi straszny.

- Dajcie chociaż umyć zęby, kąpać się nie będę! - wymachując szczoteczką i pastą przebijam się między Włochami. No i proszę - rozumieją po polsku. Rozsuwają się delikatnie, a tyle mi wystarczy.

Przed nami trasa, która okaże się wizytówką tej biednej, zapuszczonej części Hiszpanii. Tak zniszczonych wiosek i małych miasteczek nie ma chyba nawet w Polsce D. Trzymamy się ściśle szlaku, choć z mapki wynika, że idąc wzdłuż drogi byłoby bliżej. I do tego po płaskim. Tamtędy idą Hiszpanie bez Dziadeczka. Ale przecież my z nikim się nie ścigamy. Możemy trochę nadłożyć, a dzięki temu zobaczymy Viloria de Rioja, osadę na niewielkim wzniesieniu. Smutny to widok. W XI wieku, gdy rodził się tu jakiś święty człowiek, o którym gdzieś czytaliśmy, mieszkańców było znacznie, znacznie więcej. Ogólna rujnacja.

foto
Szuka Zaj tej polskiej flagi... A tu nic.

Dodatkowo ktoś próbuje nas przestraszyć drogowskazem, według którego do Santiago mamy jeszcze 576 kilometrów. Zaraz, zaraz - tyle to mieliśmy w Azofrze, gdzie Pani Lee robiła nam Koreę! Coś nie tak! Przecież w kółko nie chodzimy.

A zresztą... Drogowskazy tu każdy maluje według sobie tylko znanych zasad i wyliczeń.

Wyciągam rozpiskę odległości, którą zabraliśmy ze schroniska we Vianie i szukam Viloria de Rioja.

- Mamy jeszcze... 545 kilometrów i 600 metrów.

Cofam się kawałek.

- A stąd 545 650.

Na trasie Camino de Santiago wszelkie obliczenia długości trasy wydają się śmieszne. Trzeba przyjąć po prostu, że przed nami jeszcze spory kawał. Na tym etapie Drogi nie ma sensu bawić się w szczegóły. Trzydzieści kilometrów bliżej, dalej - cóż to za różnica?

Tnąc wzdłuż szosy do Belorado, wyprzedzamy Kristin z Koleżką w przykrótkich spodenkach. Kasia przebąkuje o kawie. Ja bym się chętnie przebrał, bo czuję, że jestem cały mokry, a na dworze nie jest ciepło.

Schronisko na obrzeżach miasta rzuca się w oczy z daleka. Trudno przegapić, skoro łopocze nad nim na wietrze rząd flag. Przegląd krajów ze wszystkich kontynentów, jest i Brazylia, Kanada, Japonia...

- A Polska?

- Polski ci się, Zając, zachciało? Nie starczy ci polski peregrino?

Naszą dzielną i doświadczaną przez historię ojczyznę spuścili tu do drugiej ligi.

- Może im masztów zabrakło... - Zaj ma jeszcze resztki nadziei.

Wewnątrz knajpianie. Bo też to połączenie schroniska z restauracją. Spać w takich miejscach nie chcemy, ale kawkę walnąć i skorzystać z ubikacji - jak najbardziej.

Kristin z Koleżką idą w nasze ślady. Widać wyraźnie, że ten peregrino nie tylko doświadczeń mistycznych związanych z Drogą poszukuje. Uczepił się. Lata za blond Belgijką jak podkręcony, nadskakuje, spija z ust. Kaweczkę? Może ciasteczko? Już zamawiam! Proszę! Dziękuję! Już zaraz!

A po niej spływa. Nie odprowadza wzrokiem, gdy ten zmierza do baru, nawet nie łypnie. Bo grzebie w swoim plecaku. Odpowiada mu zanurzona w nim głęboko. Od niechcenia. Nie stara się, absolutnie nie chce jej się, mu podobać.

A może to chwyt? Może ona już wygrała, na wstępie, te klasyczne zapasy płci, a teraz dobrze wie, że czym bardziej go olewa, to jemu bardziej zależy, bo wpadł w ten uczuciowy korkociąg z kretesem?

Nie chcę być złym prorokiem, ale, tak czy siak, szanse masz, koleś, marne. Nic z tego na dłuższą metę raczej nie będzie. To jak z tymi flagami przed wejściem. Jesteś trochę jak ta nasza Polska, a Kristin wisi dumnie na maszcie i powiewa na wietrze.

Już ci z Zającem nawet nie będziemy mówić, że byliśmy świadkami rozmowy telefonicznej Kristin z mężem. Nad brzegiem jeziora tuż za Logroño to było. Ja tam flamandzkiego nie znam, ale na pewno Kristin chciało się gadać z tym facetem. Robiła to z uśmiechem. I długo się żegnała.


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy kultura camino

fotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 13
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 9
Wreszcie przestaliśmy liczyć kilometry. One przecież są tylko umowne.
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 4
Szlak Camino de Santiago
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 3
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
 
© zwinka.pl 2018, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na