kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 9

Bliższe spotkanie z kijkami trekkingowymi. Na diabła je targać? Opanowałem kolejny atak nivomanii - na razie nie kupimy radzieckiego wszędołaza. Tymczasem Francuzi nie mogą zrozumieć rodaka, który zgubił żonę.

Camino tinto - dzień 9
Ach, te przestrzenie. Każdy metr na nas czeka.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

data publikacji: 2010-05-02

autor:
Jacek Kiełpiński

*

Dzień 9

Azofra - Redecilla del Camino

8 października 2008, środa.

Droga do Redecilla del Camino, 26 kilometrów pustego świata.

Wschód Słońca przy średniowiecznym drogowskazie kawałek za Azofrą. Aż parzy. Szczególnie, gdy mrużąc oczy czytamy, że takie kamienne słupy służyły także za pręgierze i wykonywano przy nich wyroki śmierci.

Po chwili okazuje się, że dzień wcale nie będzie słoneczny. Światłość przywitała się tylko z nami i czmychnęła za chmury. Robi się coraz bardziej ponuro, zaczynamy obawiać się deszczu. Po dziesięciu kilometrach czuję, że muszę robić zdjęcia. Jak się potem okaże, analogiczną decyzję w tym samym miejscu podjął idący ładny kawałek z tyłu Ibrahima. Dlatego Diallowie mają w aparacie identyczne fotografie.

Na wszystkich same nowe domy. Tyle, że martwe, bo puste. Jakaś firma deweloperska zaszalała w Cirueña za bardzo i postawiła miasto duchów. Nikt tu nie mieszka. Strasznie przygnębiający widok. Francuski inżynier elektronik na emeryturze dokładnie to samo uznał za ważne i godne utrwalenia.

- Twarz kryzysu - skomentował.

- Jak w mordę.

Przez Santo Domingo de la Calzada, choć na wejściu dostaliśmy planik w jakimś punkcie turystycznym, a z niego jasno wynika ile tu cennych zabytków - tylko przemykamy. Podobnie traktujemy Grañón. Aż nagle, masz! Piekarnia Jezus! Tu to częste i nikogo nie dziwi, że ktoś ma na imię Jesus i dodatkowo jest piekarzem. Ale wyobraźmy to sobie w Polsce! Taki napis w Polsce to - już oczywiście po wielomiesięcznej prokuratorskiej grzebaninie wywołanej zgłoszeniem naruszenia czyichś, jakichś tam uczuć - najlepsza reklama pod Słońcem. Jezus wszak rozmnażał chleb, więc ten - z naszej piekarni - też jest jak cudownie rozmnożony! Święty chleb! Kupujcie nasz święty chleb!

Ostatnie dziesięć kilometrów idziemy razem. Pożyczam od Bernadette kijki trekkingowe. Trzeba sprawdzić, o co w nich chodzi. Chwilę podpieram się tym wynalazkiem. Trochę z przodu, trochę z tyłu stawiam ogumowane końcówki. Zrażam się szybko. Dla mnie to nieporozumienie. Męka. Po co to targać? Ibrahima ma trochę dłuższe, ale to chyba nie w długości problem. Ważniejsze są rękojeści, uchwyty. Te trzeba ściskać, więc spinać mięśnie palców i przedramion. Ale po co?

Przecież także na Camino de Santiago, choć to ponoć święta trasa, idzie się najlepiej luźno. Czym luźniej, tym lepiej. Co się da puszczamy swobodnie, by nie tracić energii na niepotrzebne spięcia. Taką mam teorię marszu. Dopracowywałem ją przez dwieście kilometrów. Te kijki kojarzą mi się z lekką katorgą, a to ma być przecież przyjemność!

Oddałem cenny sprzęt, podziękowałem grzecznie i... pobiegłem jakieś pięćset metrów lekkim truchtem, kręcąc radośnie plecakiem. Nikogo tym nie chciałem zdenerwować, ani obrazić - złych intencji nie miałem. Wręcz przeciwnie.

- Odrzućcie swe laski i bądźcie wolni! - krzyknąłem po polsku, a ręce rozrzuciłem wymownym gestem międzynarodowym.

Do nikogo ten przekaz jednak nie dotarł. Francuzi mają do swoich "batons" bezgraniczne zaufanie. Chyba je też po prostu zwyczajnie lubią. Albo chcą czymś zająć ręce?

foto
Wschód Słońca przy pręgierzu. Krwawy.

Spotykamy człowieka idącego w drugą stronę. Okazuje się, że to też Francuz, który ogólnie jak najbardziej prze Drogą do Santiago, ale teraz musi wrócić do Santo Domingo... po swoją żonę.

Zgubił? Zapomniał? Trudno mu to wytłumaczyć nawet Diallom.

Dwudziestosześciokilometrowa trasa daje jednak wycisk. Szczególnie dlatego, że nie było na czym oka zawiesić. Góry na horyzoncie, a my kilometrami po prawie płaskim, prostym. Do tego zbyt blisko szosy. To słabszy odcinek Drogi.

Redecilla del Camino jest maleńką wioseczką przy ruchliwej trasie. Na zaniedbanych uliczkach pusto. Witają nas wylewnie tylko dwa małe psy. Włażą na nas jak koty. Takie chwytne i ocierackie.

Schronisko donativo i donativo kolacja. Czyli - zapłacicie, ile będziecie chcieli, ale sami uczciwie oceńcie i bądźcie w zgodzie z własnym sumieniem. Świetny chwyt. Bo najważniejsza w tym wszystkim jest dość pulchna, młoda Hiszpanka, która nie tylko robi za hospitalerkę, ale też ma być kucharką i kelnerką. To jej mamy zapłacić, ile będziemy uważali. Jej spojrzeć prosto w oczy i dać może... 1 euro, a może 20.

Skończyło się na sześciu za dwie osoby za nocleg. Zobaczymy, jakie będzie jedzenie. Kolacja dla peregrinos ma swoje plusy - nic nie muszę robić. Ale to zarazem totalny minus - jak nie muszę gotować, to co tu czynić? Czym się może w Redecilla zająć człowiek ciężko uzależniony od codziennego pichcenia spaghetti?

Obleciałem wioskę w stu procentach, to znaczy, że byłem na wszystkich uliczkach pełnych zrujnowanych domów. Redecilla chciałaby żyć z peregrinos, ale jak to ma jej się udać, skoro tu nawet nie ma sklepu? Za to postawili jakieś dziwne biuro informacji o Camino, rzecz zupełnie bez sensu. Jedna biedna pani siedzi w wielkim pawilonie. Ma broszurki i kibelek do dyspozycji peregrinos. Po co? Skoro dwieście metrów dalej jest schronisko donativo i bar? Jakieś to wszystko dziwne.


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy turystyka kultura camino

fotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 13
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 10
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 4
Szlak Camino de Santiago
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 3
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
 
© zwinka.pl 2019, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na