kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 8

Warto przejść ładny kawałek, by dotrzeć tam, dokąd po lecie spędzonym u nas odlatują bociany. Część wybiera Afrykę, ale większości wystarcza Hiszpania. Nie dziwimy się. Cigüeña zwą tutaj naszego Gucia. Też ładnie.

Camino tinto - dzień 8
Sześć takich gron chyba starczy? Nie? To wcinajmy dalej.

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

data publikacji: 2010-04-12

autor:
Jacek Kiełpiński

*

Dzień 8

Nawarrete - Azofra

7 października 2008, wtorek.

Droga do Azofry. Tylko 21 kilometrów, a udało się dogonić bociany.

Coraz sprawniej idą nam wczesne śniadanka. Już nie tylko bagietka z dżemikiem, ale także z tuńczykiem i serem. Nasze organizmy przyzwyczajają się. Ciągle mówię, że łapiemy rytm. Nigdy wcześniej o tej porze nie mogłem tyle zjeść, a teraz spore śniadanie o siódmej nie jest problemem.

Diallowie oczywiście muszą wypić kawę z misek. Klasyczni Francuzi z ciężkimi przyzwyczajeniami. Podobno kawa z kubka smakuje o wiele gorzej. My trzymamy się zwykłej herbaty pitej z czego się da. A może by raz spróbować z miski?

Wyłazimy ze schroniska w szczerych ciemnościach. Mariusz właśnie oporządza rower. Wiesza sakwy, sprawdza powietrze w kołach, ubiera się w jakiś dziwaczny strój przypominający mundur z hełmem bojowym. Rowerzyści zawsze mają sporo na głowie.

Mijamy pomnik garncarza naturalnej wielkości. Uliczki Navarrety szybko się kończą, droga wiedzie przy szosie, którą co chwilę przemykają rowery. Po kilku kilometrach dogania nas Mariusz. Chłopaka najwyraźniej ciągnie do rodaków. Robimy sobie nawzajem zdjęcia, życzymy dobrej drogi, siema, siema i odjeżdża w stroju germańskiego najeźdźcy.

Niskie chmury, gęste, w końcu deszcz. Lekki taki, niepoważny, ale okryliśmy się wdziankami. Posępnie. Dopiero wschód Słońca, pana naszego, nad bezkresnymi winnicami, zmienia wszystko! To nie może być ponury dzień! Chowamy kurtki i zaczynamy wierzyć. Pojedyncze krople to przecież jeszcze nie deszcz. Zresztą, w którym momencie on się zaczyna? Gdy spada kropla na centymetr kwadratowy z częstotliwością, powiedzmy, co dziesięć sekund? Gdy trafia częściej? O ile częściej? "Deszcz" jest określeniem stanowczym, a mówi o zjawisku płynnym. Deszcz nie pojawia się zero-jedynkowo, czyli: nie ma go albo jest. To uproszczenie. Mieliśmy tego dowód. Przez kilka godzin szliśmy najwyraźniej w kierunku zgodnym z wiatrem, w jego leniwym tempie i to na skraju chmury. U nas padało i nie padało zarazem. Jedna kropla na centymetr kwadratowy co dziesięć sekund. I tak przez dobre dwie godziny szybkiego marszu.

Napis z kamieni ułożony na środku drogi musiał nas zamurować. JACEK KASIA. Oczywiście, pomyśleliśmy o nas. Człowiek jest skoncentrowany na sobie - więzi go ego, które wszystko interpretuje po swojemu. Przecież na świecie chodzą ze sobą po różnych drogach miliony Kaś i Jacków, zostawiają czasem podobne wizytówki, a jak człowiek nadzieje się na coś takiego, to od razu myśli, że to przekaz akurat dla niego.

- Ibrahima to ułożył - wydusiłem.

- Ale skąd on wiedział, jak się pisze Jacek, skoro do ciebie mówi Jasiek?

- Nie wiem.

Pewnie, że nie wiedziałem. Tę zagadkę trzeba wyjaśnić.

Poyo de Roldán - ocieramy się o jedną z legend Camino. To miejsce walki sił szlachetności z olbrzymem Farragutem. Ale nie robi na nas żadnego wrażenia. Może dlatego nie zachwycamy się kamienną sztuczną grotą, bo chmura nas dogania i padać zaczyna już naprawdę. Kawałek dalej panorama robi się fatalna - kolejną Dolinę Krzemową Hiszpańczycy chcą tu stworzyć. Ciężarówy się tłuką, a spychacze i koparki znowu jeżdżą do tyłu, bo wiercą uszy ich popiskiwania.

foto
Coś takiego człowiek znajdzie na tysiącletnim szlaku i zaraz myśli, że to przekaz dla niego

Nájera, miasto zupełnie duże. Nagle pełno sklepów. Na przykład tych z butami chiruca, wizytówkami turystycznej Hiszpanii, po 69 euro. Czyli tyle co w Polsce. Ale nawet sznurowadeł nie potrzebujemy. Buty mamy w porządku. Choć już naprawdę wiekowe i zjechane. Miejscami praktycznie nie mam bieżnika. Więc, jak to określił pewien sprzedawca sprzętu turystycznego z Torunia: "buty te przestały spełniać swą funkcję, nie amortyzują, nie zabezpieczają stopy przed urazami związanymi nieuchronnie z poruszaniem się po kamienistym podłożu".

Oczywiście. Ale też nie przemakają! A to jest najważniejsze. Ciągle jeszcze nie czuję, że idę w klapkach. A że rozróżniam stopą kamienie? Więcej doświadczę. Dotyk ma przecież ogromne znaczenie.

A tak przy okazji, ciekawe kiedy polska policja drogowa, bo hiszpańskiej o to nie podejrzewam, zacznie się czepiać głębokości bieżnika na obuwiu piechura idącego skrajem szosy? Przecież z powodu gładkiej podeszwy może się poślizgnąć, rąbnąć jak długi, a przez to doprowadzić do zakłócenia płynności ruchu drogowego. Fantazja? Wszystko przed nami. Do wymyślania kolejnych głupich przepisów zawsze będzie armia chętnych.

Znosi nas do baru. Otrzepywanie mokrych kapot. Hola, hola! Pół sali to nasi znajomi, peregrinos, z którymi spaliśmy w Navarretcie. Na uliczce przed barem miota się jakaś postać w ponczu do ziemi. Kristin, super blondi z Belgii, która wołała nas tak długo w Villamayor de Monjardín, aż wróciliśmy na szlak, tym razem wybiega krzyknąć przed bar.

- Come here! Heeeeere!

Osobnik w ponczu odchyla się do tyłu, ukazuje skrawek twarzy i rusza pędem. Śmiesznie wywija na boki wielkim plecakiem. To najwyraźniej nielichy cudak. Kto by przypuszczał, że wieczorem Kasia zostanie jego uczennicą?

Siedzący przy naszym stoliku Bernadette i Ibrahima dopijają już kawę. Pytam ich o napis na drodze - nasze imiona ułożone z kamyczków. Nie przyznają się, robią wielkie oczy.

- Też się zdziwiliśmy - zapewniają. - Myśleliśmy, że nas wyprzedziliście i sami to ułożyliście.

Wygłupiają się? Kto inny mógłby to napisać? Mariusz? Za krótko nas zna. To zagadka bez odpowiedzi.

W barze obsługuje ładna Hiszpanka. Tyle, że z kolczykami w wargach. A do tego jakaś taka niziutka. Dziewczynę wyraźnie nudzi praca. Chyba nic dziwnego. Całe życie robić cafe con leche albo otwierać małe buteleczki z piwem, to chyba nie jest szczyt jej marzeń? Peregrinos to dla niej najwyraźniej codzienni klienci. Na plecaki patrzy jednak z lekkim politowaniem.

Dalsza droga już w uczciwym deszczu. Wyprzedzamy Młodych Niemców. Właśnie wkładają swoje identyczne stroje antywodne. Oni też mieli sporo cierpliwości, ale skoro pogoda przestała żartować, czas użyć wunderwaffe, czyli kurtek goreteksowych Made in Germany.

Nudny i smutny odcinek. Wreszcie ponownie pojawiają się winnice. A to zawsze poprawia humor. Ile człowiek może zjeść winogron podczas szybkiego marszu, takiego masującego intensywnie jelita, nim dopadnie go sraczka? Sześć dużych gron, to już coś? Czy wchłaniać dalej?


czytaj więcej:

123

kategorie: turystyka podróże camino

fotofotofotofotofotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




komentujkomentarze internautów:

fotka
~mini
2010-04-13 20:18
*   (+odpowiedz)
Kruki zawsze takie są, przyglądam im się bacznie (a one nam)
fotka
~iwonus
2010-04-12 23:45
*   (+odpowiedz)
Winogrona, winogrona...
 
zobacz też:
podobne artykuły:
Sezon zainaugurowany!
Otwarcie Sezonu Turystycznego w Toruniu
Struga Łysomicka - kajakiem przez Las Piwnicki
Zwinka korzysta z roztopowej wody - zimowy spływ Strugą Piwnicką
Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zwinka penetruje dopływy Wisły
Prijon taifun - kajak legenda
Test najstarszego kajaka polietylenowego świata
Ostrza szalonego Muramasy
Niezwykła wystawa japońskiego uzbrojenia w Kamienicy pod Gwiazdą w Toruniu
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
Wschodni kraniec Europy
Bajdarata
Ujście rzeki Bajdaraty do Morza Karskiego
Tripskate - w Polskę na łyżwach
Kto raz spróbuje jazdy po bezkresnej przestrzeni Śniardw, nie wyjdzie już na sztuczne lodowisko!
Camino tinto - dzień 17
Kto na Camino pierwszy wpadł w trans? Zając, oczywiście. Słuchacz liści.
Camino tinto - dzień 16
Czyżby nagle zrobiło się z górki?
 
© zwinka.pl 2017, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na