Dar Natury zgasł na rucie
Stary Kapitan Marek Popiel skierował łodź na rutę - autostradę, po której pływają tankowce i transportowce. Gdy zapadła noc, na jachcie zgasły wszystkie światła, zamilkł silnik. Od północy nadpływał masowiec...
autor: zwinka.pl
Zanim „Dar Natury" trafił pod polską banderę, pływał pod rosyjską. Formalnie przynależał nawet do floty wojennej - marynarze poznawali na nim tajniki żeglowania. Gdy osiadł jednak na bałtyckiej mieliźnie, rosyjska załoga porzuciła go. Z płycizny ściągnął go polski miłośnik żagli, który jacht wyremontował i zaczął czarterować.
- To taki prawdziwy dar natury... - uśmiecha się Dominik Franciszkowski, wytrawny żeglarz z toruńskiego Yacht Klubu. - Choć miał w sobie dużo uroku, to jednak jego stan techniczny pozostawiał wiele do życzenia. Dla członków naszego klubu, był to jednak pierwszy wspólny rejs po morzu. Niewygody były nam niestraszne...
Za sterem jachtu stanął doświadczony kapitan rodem z Lublina - Marek Popiel. Wyprowadził jacht z Trzebierza na wody Zalewu Szczecińskiego. Zanim wyszedł w morze, przycumował jeszcze na odprawę w Świnoujściu. W maju 2006 roku morskie służby graniczne skrupulatnie kontrolowały wypływające na Bałtyk jachty: dokumenty, baczność, stan załogi, coś do oclenia?
Choroba morska, to rzecz naturalna. Zanim organizm przyzwyczai się do bujania fal, trzeba swoje wycierpieć. Dlatego podczas rejsu na Bornholm większość załogi „szukała morskiego węża".
- Płynęliśmy półtora dnia - dodaje Dominik Franciszkowski. - Ze zmienną pogodą. W pewnym momencie zaczęło wiać tak mocno, że podarł nam się grot podczas refowania. Dopływaliśmy więc do Bornholmu z nadzieją, że uda nam się znaleźć jakiegoś mistrza żaglowego. Niestety, to była akurat sobota... A w Danii w sobotę, nie pracuje się po południu. Odmówił nam nawet mistrz żeglarski, którego znaleźliśmy gdzieś na lądzie...
Tymczasem do portu zawijał żaglowiec pod bawarską banderą. Porządny, całkiem spory. Solidni Niemcy powinni mieć przecież na pokładzie maszynkę do łatania żagli. Bawarczycy jednak okazali się niegościnni... Być może zniechęciła ich polska mowa.
czytaj więcej:
12
kategorie:
wyprawy
bałtyk
zostaw komentarz:
komentarze internautów:2010-04-02 21:34
(+odpowiedz) ... i ja tam byłem i wódkę z nimi piłem... za szczęśliwe ocalenie po rejsie w porcie oczywiście. Hm? Tankowca nie pamiętam choć na wachcie byłem... Ale ja zazwyczaj śpię za sterem więc mogłem przeoczyć takie drobiazgi... hehehehe
2010-03-30 08:46
(+odpowiedz) Ale żeby było jasne Marek nie wpłynął na rutę z powodu jakiegoś błędu! Tak się robi że przez ruty przechodzi się w najszybszy sposób a dramatem było to że w momencie przejścia tej "autostrady" zgasły nam światła, nawigacja i silnik!
2010-03-30 07:33
(+odpowiedz) Trochę licentia poetica. Tak dramatycznie, żebyśmy się po omacku pod tankowiec pchali to jednak nie było. A Staszek faktycznie bezbłędnie odnalazł przyczynę awarii. Marek Popiel czyli "stary kapitan"
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
DZIENNIK WYPRAWY: 26 marca. Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku...
Z kontynentu na kontynent. Transatlantycka Wyprawa Kajakowa.



























