Latanie precyzyjne - chodzenie po niebie
To zabawa dla absolutnie skoncentrowanych samotników, którzy prowadzą samolot bezwiednie. Ludzi, którzy potrafią zapanować nad czasem i przestrzenią w stu procentach. A jak to wygląda z bliska?

Mistrzostwa Świata w Lataniu Precyzyjnym
Rozegrano dotąd dziewiętnaście zawodów na najwyższym światowym poziomie. Dwanaście razy najlepsi byli Polacy. W 1983 roku wygrał Krzysztof Lenartowicz. W 1985, 1987 i 1992 - Wacław Nycz, w 1989, 1994, 1996 i 1999 - Janusz Darocha, w 1990 Włodzimierz Skalik, a w latach 2004, 2006 i 2009 - Krzysztof Wieczorek.
autor: Jacek Kiełpiński
Michał Bartler na co dzień lata dużymi boeingami, wozi ludzi gdzieś w Afryce. Zresztą, wszystko mu jedno - kula ziemska jest przecież mała, co chwilę ją można oblecieć i zawsze znajdzie się gdzieś ktoś do przewiezienia. Pracuje raz w jednych liniach lotniczych, raz w innych. Ale zarabianie pieniędzy na lataniu go nie bawi. Bo to zwykłe rzemiosło. Jak mówi - przemieszczanie się z punktu A, do punktu B. Nuda. Pasjonuje go sama kwintesencja awiacji, czyli dreptanie w powietrzu metr po metrze, spokojne, dokładne. Ze świadomością każdego kroku. Prawdziwe chodzenie po niebie zwie się właśnie lataniem precyzyjnym.
Miałem okazję polatać z Michałem, najmłodszym członkiem polskiej kadry narodowej, która podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Świata w Lataniu Precyzyjnym w Toruniu znowu pokazała, że w te klocki Polacy nie mają równych. W trakcie zawodów byłoby to niemożliwe, bo wtedy pilot jest w kabinie sam. Możliwe to jest tylko podczas treningu, gdy pilot pozwoli sobie trochę poprzeszkadzać. Michał pozwolił. To wyluzowany gość.
Najpierw trening precyzyjnych lądowań. To jedna z konkurencji. Michał kilka lat temu zdobył tytuł najlepszego na świecie właśnie w lądowaniach. Siadał w wyznaczonym miejscu, co do centymetra.
Cessna 152 buja się jak kajak na spienionej rzece. Pilot uśmiecha się szelmowsko i... redukuje obroty. Śmigło przestaje nas ciągnąć. Jesteśmy ciężkim szybowcem trzysta metrów nad ziemią. I teraz się zaczyna. Czy samoloty latają bokiem? Latają. Tyłem? Jak trzeba, nie ma sprawy. Krótki pokaz możliwości. Wniosek - w powietrzu można wszystko. I teraz trzeba walnąć kołami dokładnie w belkę, miejsce wyznaczone przez organizatorów.
To nie jest pieszczotliwe muśnięcie ziemi, o jakim wspomina Krzysztof Wieczorek, który podczas tych mistrzostw zdobył tytuł mistrza świata. Delikatnie ląduje się z pasażerami, by docenili kunszt pilota. Na zawodach można przypieprzyć, aż podwozie cessny zatrzeszczy. Potężny łomot, jak wystrzał i toczymy się po pasie. Mało. Michał zwiększa obroty i podrywa maszynę ponownie. Szkoda czasu na ziewanie. Nawracamy nad dawnym Polchemem i kolejne lądowanie. Piloci rzadko mają okazję ćwiczyć ten najważniejszy w lotnictwie manewr pod okiem precyzyjnych urządzeń. Podczas jednego treningu można przyziemić nawet ponad dwadzieścia razy. Trzeba to wykorzystać.
czytaj więcej:
123
kategorie:
podróże Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus



























