Camino tinto - dzień 4

Szlak Camino de Santiago
Krzyż templariuszy we wnętrzu lodowatej świątyni
...cd.

Szlak Camino de Santiago

Do sklepu na zakupy ostatecznie poszedłem sam. Wino Monteviejo Tinto - litrowe (tym razem z zakrętką), produkty do spaghetti i coś na śniadanie.

Jakoś tak wszystkim w albergue udało się o tej samej porze zasiąść do stołów. Jest wesoło, sypią się kawały. Nie wszystkie zrozumiałe, ale bez wątpienia, a może właśnie dlatego, naprawdę śmieszne. Co chwilę wychodzimy zajarać na zewnątrz. Przynajmniej połowa tutejszych peregrinos pali fajki. Najlepiej gada się z Josephem. To ten nasz wesołek, w czerwonej kurtce, który pchał się do wszystkich zdjęć na przełęczy.

Nie kryje, że idzie dość wolno. Do tego późno wstaje. Dlatego pewnie zostanie gdzieś z tyłu. Jest dokładnie wyluzowany. Dużo pali. Gada tylko po angielsku.

- Jak to Austriak na Camino! - żartuje.

Gra w zespole rockowym kawałki Led Zeppelin i Deep Purple. Twierdzi, że w całej Austrii, a już w jego rodzinnym Linz szczególnie, muzyka żywa zdycha, by nie powiedzieć, że ostatecznie skonała.

- Nikt nie chce chodzić na koncerty, wszyscy słuchają tylko płyt. Ten świat schodzi na psy - wciska nam słuchawki odtwarzacza w momencie, gdy solówkę na bębnach wyczadza John Bonham. A może to sam Joseph? Nie zdążyliśmy tego ustalić.

- Idę na Camino, bo może mi Santiago wskaże żonę - zmienia temat, bo zbyt ich dużo do przegadania, szkoda na muzyce utknąć, a jutro wieczorem możemy się przecież już nie spotkać. About freedom? Dobra, gadamy o wolności!

- Chcę zabrać wolność stąd i przenieść tam.

- Do Linz?

- Właśnie.

- I zaczną słuchać?

- Zaczną grać! Sami chwycą za instrumenty, jak poczują choć trochę wolności!

Joseph też nas polubił. Byliśmy tymi, którzy błyskawicznie zareagowali na jego "spasiba" - słowo, którego nauczył się i używał jak papierka lakmusowego do wykrywania pokrewnych dusz.

- Ty gawarisz pa ruskij?

- No, no! - odpowiada po angielsku, ale zaraz próbuje przejść na grząski dla niego, ale podniecający rosyjski:

- Niet. Gawariu tolko spasiba! Uf!

Dobrze się z nim pije vino tinto i pali skręciki. Stary znajomy, odjechany we właściwą stronę. Oby któregoś dnia dane mu było zamienić się w Johna Bonhama i poczuć jego najlepszą solówkę tak w pełni od środka.

On pije z gwinta nasze wino, my jego. I to wyjątkowo, jak na warunki Camino, drogie, bo za 10 euro. Ale różnicy specjalnej nie widzimy. On zresztą też nie widzi. W tym kraju naprawdę nie ma złych, ani dobrych win. Tinto to tinto.

Impreza rozkręca się na maksa. Antonio, chłopak robiący za tłumacza, bo najlepszy z Hiszpanów w angielskim, już wchodzi na orbitę i zaczyna długi toast wymachując butelką, gdy nagle międzynarodowa nauczycielka, pociągając winiacho z gwinta, spogląda przypadkowo na zegarek.

Dwudziesta druga trzydzieści!

Na całym świecie godzina, która zwiastuje przystąpienie do tej najwłaściwszej fazy imprezy: No, teraz się dopiero zacznie!

A tu? Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Sorry, czas spać. Dopijać wino, gasić fajki. Szybkie mycie zębów. Dziesięć minut później w albergue panuje absolutna cisza. Choć nie, ktoś tam w rogu cicho chrapie.


czytaj więcej:

123

kategorie: wyprawy camino

komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




komentujkomentarze internautów:

fotka
~maniaq
2010-03-12 19:12
*   (+odpowiedz)
i browarki, nie zapomnij o browarkach. Lysy to swiety czlowiek!
fotka
~luksfer
2010-03-12 20:19
*   (+odpowiedz)
Nie no, kto jak kto, ale ja o browarkach nie zapominam nigdy
fotka
~luksfer
2010-03-11 23:13
*   (+odpowiedz)
vino tinto i skręciki - normalnie taka pielgrzymka, że hola...
fotka
~iwona
2010-03-11 21:59
*   (+odpowiedz)
dzięki za kolejny odcinek :
fotka
~mini
2010-03-11 21:20
*   (+odpowiedz)
- Nikt nie chce chodzić na koncerty, wszyscy słuchają tylko płyt. Ten świat schodzi na psy - święte słowa
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 13
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 10
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?
Camino tinto - dzień 9
Wreszcie przestaliśmy liczyć kilometry. One przecież są tylko umowne.
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 3
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
Struga Łysomicka - kajakowy raj okresowy
Zwinka penetruje dopływy Wisły
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
 
© zwinka.pl 2012, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | podążaj za zwinką na