Hotrodem po Bałtyku
Prom Viking Line ciężko przybił do brzegu. Wypchany ładunkiem, rozbawiony po całonocnej balandze, dobrze wypasiony... Na trap wjechał powoli czarny mustang rocznik 64. Za nim drugi, czerwony.
autor: Radek Rzeszotek
Zaryczały kolejne silniki. Do portu wtoczył się sznur wypieszczonych hotrodów. Wszyscy w porcie przystanęli na chwilę. Takiej liczby zabytkowych samochodów jeszcze nie widzieli. Szwedzi w cadillacach, Rosjanie w cabrioletach, Finowie w mustangach, Norweg w corvecie... Same krążowniki szos, większość po czterdziestce, ale każdy po tysiącu operacji plastycznych i generalnym liftingu.
- Prom, to nie prom... To pływająca knajpa - wyjaśnia Inge z kasy biletowej obsługująca pasażerów z Tallina. - W ostatnich latach bardzo modne stało się odpoczywanie lub organizowanie na promach imprez rozrywkowych. Na pokładach największych jednostek znajdują się nie tylko tarasy widokowe, ale także bary, kluby, kasyna, sauny, sale do ćwiczeń, wszystko, co potrzebne jest do dobrej zabawy. Gwarantujemy, że nikt nie będzie się nudził. Oczywiście największą popularnością cieszą się rejsy nocne.
Kierowcy i załogi szosowych krążowników noc spędzili na promie. Wielu jeszcze jest pod wpływem alkoholu, ale nikt się tym nie krępuje. W Skandynawii można wypić, chyba nawet trzeba. W krajach, gdzie latem nie zachodzi słońce, a zimą w dzień świeci księżyc, powód do wypicia znajdzie się zawsze. Zwłaszcza na promie, gdzie nic innego pasażerowie do roboty nie mają..
Kierowcy hotrodów też pili. Twarze ich mówią, że wypić mogą wiele. Większość ogorzała od mrozu i wiatru, włosy długie, brody wystylizowane - niektórzy wyglądają jak nordyccy wojownicy. Jak się bawią, to się bawią... Piją, póki stoją, siedzą, czasem wlewają w siebie, gdy już leżą. Piją co się da, mieszają wszystko ze wszystkim - piwo z ginem, wódkę i winem, cytryny z whiskey... Im mocniej kopnie w łeb, tym lepiej. Nordyk lubi czuć, że żyje.
Załoga promu sprzątała górny pokład jeszcze długo po ich zejściu na brzeg. W ruch poszły węże z wodą - tak szybciej usunąć do morza pozostałości po balandze: od rzygowin, po odpadki, pety, resztki jedzenia, potłuczone kieliszki i butelki. Dno portu w Tallinie pełne jest wraków po imprezach...
Balanga w porcie na nowo rozpoczęła się znów około południa.
- Spotykamy się przez cały rok, ale rzadko udaje się zebrać tak liczną załogę - uśmiecha się Marie Svenson z miasta Lulea w Szwecji, właścicielka seledynowego dodga. - Ostatni raz udało się to chyba jakieś trzy lata temu w Helsinkach. Co roku organizujemy konkursy na najpiękniejszą brykę. W ubiegłym roku wygrał mój dodge.
czytaj więcej:
123
kategorie:
podróże
bałtyk
zostaw komentarz:
komentarze internautów:2010-03-09 21:10
(+odpowiedz) Podziwialiśmy ile się dało. Ale parę godzin później mieliśmy jechać dalej - na Północ. Wiesz, ta historia to taki miły odprysk, przesmaczny. Ale nam nie było z nimi po drodze. Nam było na Nordkapp...
2010-03-09 20:40
(+odpowiedz) ojjjj panowie widzę , że dobrze się bawiliście, aaaa gdzie podziw dla autek
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus























