Prawą burtą cięli trawers
Horn dla żeglarza jest jak Mount Everest dla alpinisty. 17 lutego do grona zdobywców sławnego przylądka dołączyła grupa toruńskich żeglarzy. Tym razem Neptun był łaskawy - wokół Hornu nie szalał sztorm...

- Horn (hiszp. Cabo de Hornos) - skalisty przylądek położony na wyspie Horn, w archipelagu Ziemi Ognistej (Chile). Stanowi on najdalej na południe wysunięty punkt Ameryki Południowej (55°59' S, 67°16' W). Przylądek Horn wyznacza granicę między Pacyfikiem a Atlantykiem.
- Przylądek został nazwany przez holenderskiego żeglarza Willema Schoutena, który opłynął go jako pierwszy 26 lipca 1616 r. Nazwę Kaap Hoorn nadana została na cześć miasta Hoorn, z którego pochodził żeglarz.
- W 2008 roku polski podróżnik Arek Pawełek, jako pierwszy człowiek na świecie, opłynął Horn otwartym pontonem z napędem motorowym.
autor: Iwona Muszytowska-Rzeszotek
Przylądek Horn
Żeglarze wyruszyli z Torunia 13 lutego. Dwa dni później w argentyńskim porcie Ushuaia weszli na pokład ponad 20-metrowego jachtu „Selma Expeditions". Rejs zaplanowano na 12 dni. Horn opłynęli 17 lutego. Płynęli pod polską banderą z flagą Torunia i Toruńskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego. Kapitanem był Cezary Bartosiewicz, który opowiedział nam o tej wyprawie.
zwinka.pl: Na czym polega trudność opłynięcia przylądka Horn?
Cezary Bartosiewicz: To miejsce gdzie stykają się Pacyfik i Atlantyk. Ten fragment oceanów jest trudny do pokonania ze względu na stale wiejące tutaj silne wiatry i duże wypłycenie (z 4000 do ok. 100 m). To powoduje wypiętrzenie fal. Wszystko tak naprawdę zależy od warunków atmosferycznych.
zwinka.pl: Dla was pogoda była łaskawa.
Pogoda nam sprzyjała, wiatr był spokojny, z dobrego - wschodniego kierunku. „Selma" prawą burtą przecięła trawers Cabo de Hornos. Korzystając z rzadko tu spotykanej, ładnej pogody mogliśmy nawet wcześniej wysadzić desant na ląd, co nie zawsze jest tutaj możliwe. Ten „zaszczyt" spotkał nawet tych, którzy mieli kambuz (wachtę w kuchni). Szkoda by było, aby kuki (wachtowi - kambuzowi) nie skorzystali z takiej atrakcji. Na brzegu powitał nas latarnik z żoną, od którego dowiedzieliśmy się, że nie pamięta takiej pogody na Hornie. Przylądek administrowany jest przez Armadę de Chile, która obsługuje stację radiową i latarnię morską. Można tam zejść na ląd, ale proszono nas, by nie fotografować śmigłowca, który akurat tam stał. Powitali nas bardzo serdecznie, oprowadzili po wyspie, a my na koniec wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej.
czytaj więcej:
123
kategorie:
wyprawy
ocean
zostaw komentarz:
komentarze internautów:2010-03-26 14:47
(+odpowiedz) Szacun dla całej załogi!!! I pomyśleć, że parę lat temu na NORDKAPP'e niektórzy śpiewali "... Już nie wrócę na morze..." Pozdrowionka
DZIENNIK WYPRAWY: 31 marca. W Toruniu planujemy być w piątek 1 kwietnia, o godzinie 14.30
Łukasz nie widzi, Piotr nie ma płuca, 29 stycznia zdobyli Aconcaguę!
DZIENNIK WYPRAWY: 26 marca. Nerwy nam puszczają. Przyjaźń polsko-rosyjska wisi na włosku...
Z kontynentu na kontynent. Transatlantycka Wyprawa Kajakowa.






















