Camino tinto - dzień 3
...cd.Chłopak wyrywa mnie z zadumy, gdy ślęczę nad zeszytem ze szklanką wina w garści.
- To dla ciebie, smacznego - usłyszałem i z góry, znad mojej głowy, rozpoczyna lądowanie dymiący talerz.
- Gracias, dzięki, kurde - co tu gadać, głupia sprawa. Mięsa nie jadłem od dobrych kilku dni. A tu taka wielka sztuka. Może budzić Zająca?
Po chwili zrezygnowałem z tego pomysłu. Pomiędzy wyobrażeniem mięsa i nim samym bywa czasem bardzo duża różnica. Smutne, ale to coś z bliska nie wygląda na naturalne. A w smaku... Podwędzony i przypalony papier. Coście tu ubili Hiszpańczyki i zatackowali tak przemyślnie? U nas w Polsce takich zwierząt nie ma. Do tego plastikiem walące na metr niby ziemniaczane pure!
Darowanemu koniowi oczywiście nie wypada zaglądać tu i tam, ale naprawdę zawód był straszny. Zjadłem najwyżej połowę i zacząłem kombinować, co dalej z tym darem począć. Poczęstować kogoś? Ale takie rozbabrane, to głupio. Potrzę z prośbą w oczach na chłopaka, który przygotowywał się do zjedzenia bodaj ośmiu jaj na twardo.
- Może? - kiwam znacząco.
- Nie pomogę ci - odpowiedział lekkim skrętem głowy.
Pozostało dyskretnym ruchem wywalić resztę porcji do ogromnego kosza na śmieci. Dopić wino i spadać.
Gdy kładłem się spać Anglicy wreszcie ustalili pryncypia. Oboje legli na dolnym łóżku. Piętro pozostawili wolne. Rozpięli śpiwór i wtulili się w siebie na maksa. Należy podziwiać, bo łóżka w Albergue de Jesús y María są, zapewne nieprzypadkowo, ekstremalnie wąskie. To nie klasa luks obowiązująca w polskich akademikach.
czytaj więcej:
123
kategorie:
camino Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?




















