kajaki
forum
sklep

Camino tinto - dzień 3

Co w Pampelunie jest najważniejsze? Gonitwy byków i tradycja sięgająca czasów rzymskich? Jak człowieka przypili, to skarbem największym jest farmacia - czyli apteka. A potem wino o uroczej nazwie Zaramendil.

Camino tinto - dzień 3
Zając dzisiaj prowadzi, ja kulam się ledwo

Camino tinto - w 31 dni na Koniec Świata. Dziennik pieszej wyprawy

data publikacji: 2010-03-06

autor:
Jacek Kiełpiński

*

Dzień 3

Zubiri - Pamplona

2 października 2008, czwartek.

Droga do Pamplony, kilometrów znowu tylko 21 i pół. Trawersy w dół opadającej doliny.

Oj, ciężko się zwlec, gdy w gardle glut, a z nochala cieknie. Grubo przed siódmą z czołówką na głowie pędzę do umywalni. Hiszpanie, którzy wczoraj ucztowali do nocy, wstają z opóźnieniem. Po jakimś czasie Anne Marie się rusza, choć przecież nic i nikt nie każe jej wstawać. Na zewnątrz jest ciemno i zimno. Choć drzwi otwarte na oścież i lekko duje, znaku życia nie dają Śpiewacy. Ona leży na jego włochatej klacie, wtulona, usta rozchylone, aż głupio omiatać ostrym światłem diodowej czołóweczki.

Grożący nam dźwiękowymi sensacjami Hiszpan okazał się niegroźny. Cichutko tylko pochrapywał. Cywilizowanie. Za to teraz głośnym szeptem wprost do ucha mi zarzuca, że w nocy rzęziłem. Mogło tak być, bo rozwijała się już u mnie marudna choroba. Ubawiony Hiszpan zaczyna wydawać charkotliwe dźwięki i naśladować me nocne wyczyny. Jeśli rzeczywiście tak dawałem, to... przepraszam, hiszpański bracie.

- Nie ma sprawy, nie ma problemu! - klepanie po plecach. Hiszpan wszystkimi kończynami, całym sobą wyraża przekonanie, że wszystko jest spoko.

Zostały po nim tamponas. Leżały na podłodze. Wziąłem. Postanowiłem gonić skubańca. Trzeba mu je oddać, by mógł spokojnie przeżyć kolejną noc w towarzystwie podobnego do mnie ścichapęk chrapacza. Kasia ma wątpliwości. Zastanawia się czy nie wyjdę na prostaka z prowincjonalnego zaułka Europy, bo może te super różowe, połączone elastycznym sznureczkiem, koreczki douszne są jednorazowe?

Zupka chińska nafaszerowana cebulą nie dawała o sobie zapomnieć. Lazłem z wyraźnym trudem. Gazu przybywało, jakbym połknął piłkę do ręcznej. Tym razem Kasia była w zdecydowanie lepszej formie. Zacząłem się wlec. Czarne myśli w czarnej czaszce - cholerne podejścia, wkurzające zejścia!

- Powyginało ich z tymi bramkami!?

Kasia szła wyraźnie pogodzona z myślą, że ma męczącego towarzysza drogi.

- Miś maruda mi się trafił.

A mnie nosiło. To nie był ból zwyczajny, tylko taki utrwalony marszem, jakby przechodzony, taki ubity w sobie. Gęsty ból. Powinienem dawno stanąć, zażyć jakiś ostry środek i pozbyć się produktów reakcji cebuli z zupką chicken curry. Każdy krok pogarszał sprawę. Aż siadłem na trawie przed wejściem do jakiegoś obejścia. Przeklinając do tego szpetnie, bo prawie umazałem się kurzym gównem. Ciężkich wyrazów Kasia nie znosi. Ale nic nie poradzę! Będę bluzgał! Może to pomoże!?

foto
Te cholerne bramki!

Byliśmy już na etapie rozważania, jaki lekarz mógłby mi pomóc. Oczywiście w pierwszym rzędzie gastrolog. Ale gdzie go znaleźć na ścieżce górskiej, gdzieś na północny-wschód od Pamplony, miasta byczych gonitw? Łatwiej tu o chirurga chyba. A wystarczy pewnie nakłuć inteligentnie...

- Hiszpański lekarz ze szpadą ci potrzebny - szydzi słodko Kasia.

Dowlokłem się na ugiętych nogach na skraj Pamplony. Piłką w bebechach można by już pograć w kosza.

Wyprzedzaliśmy po drodze angielską Młodą Parę. Takie fajne dzieciaki zakochane w sobie bez pamięci. Starające się cały czas być do siebie zwrócone twarzami, by przekazywać sobie wyrazy przywiązania, miłości, wymieniać ciepłe uśmiechy. To strasznie utrudniało im marsz. Bo trudno iść do przodu patrząc cały czas w bok.

Od samego skraju Pamplony zaczęliśmy szukać apteki. Wąska uliczka, bar za barem, wreszcie na horyzoncie migający zielono neon. Farmacia!!!

- Dawaj, Zaj, dawaj!

Wtoczyliśmy się z plecakami na grzbietach. Aptekarki, przepraszam, farmaceutki, chyba wszędzie na świecie wyglądają podobnie pociągająco. Ładne, miłe, pachnące czystością totalną. Wyjaśnienie problemu nosowego i gardłowego nie było problemem. Nawet środek nam zaoferowany nie budził wątpliwości - pharmagrip się nazywał. Gorzej z wytłumaczeniem istoty drugiej przypadłości. Zaj chwyta rozmówki w garść i walczy.

U ślicznej pani w białym fartuszku w końcu zapaliła się żarówka. Już mieliśmy nabyć przyniesiony przez nią specyfik, jednak w ostatniej chwili nas tknęło, że to rzecz... powstrzymująca rozwolnienie.

- Ma być wręcz odwrotnie, kobieto!

Pozostała pantomima. Pokazuję jak wcinam zapalczywie nadymającą zupkę machając łychą, potem kręcę łapą młynki na brzuchu prezentując siłę przemian chemicznych zachodzących wewnątrz, wreszcie nadchodzi kulminacja - spinam mięśnie całego ciała...! I...?? Nic! Blok, spięcie totalne! Teraz albo nigdy, pojmij wreszcie dziewczyno, bo mi żyła na czaszce pęknie!



czytaj więcej:

123

kategorie: camino

fotofotofotofoto
Polub zwinkę:
komentuj zostaw komentarz:
podpis: *




turing < przepisz tekst z obrazka po lewej




komentujkomentarze internautów:

fotka
~Ailes
2010-03-09 18:29
*   (+odpowiedz)
Świetna sprawa! czekam z niecierpliwością na kolejne części!
 
zobacz też:
z tego tematu:
Camino tinto - dzień 15
Pustynne dziś Camino, a na końcu szara, niepozorna siostrzyczka robi hokus pokus
Camino tinto - dzień 14
Camino dziś wiedzie do Camino. Jak Hiszpańczyki to kochają!
Camino tinto - dzień 13
Pierwsze objawienie na Camino. Kijki! Ale tylko do nordic walking. Jak zwierzak, na czterech.
Camino tinto - dzień 12
Camino de Santiago
Burgos. Wreszcie duże miasto. Śmierdzi, ale ma swoje zalety.
Camino tinto - dzień 11
Camino de Santiago
Szybkie, małe, zwinne góry do południa i pierwsza laba
Camino tinto - dzień 10
Ilu pielgrzymów widziały przewracające się dziś domy, których gruz spada na szlak?
Camino tinto - dzień 9
Wreszcie przestaliśmy liczyć kilometry. One przecież są tylko umowne.
Camino tinto - dzień 7
Camino tinto - w 31 dni na koniec świata
Camino tinto - dzień 6
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 5
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 4
Szlak Camino de Santiago
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 2
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
Camino tinto - dzień 1
Szlak Camino
W 31 dni pieszo na Koniec Świata
podobne artykuły:
Camino tinto - dzień 18
Camino długo wchodzi do Leon. I dobrze, bo Zając kuruje się idąc.
 
© zwinka.pl 2019, portal podróżnika, podróże, wyprawy, przygody | o nas | kontakt | współpraca | zasady | partnerzy | polityka prywatności | regulamin | podążaj za zwinką na