Łagry Workuty
Zanim w 1953 roku wybuchł pierwszy strajk w północnym obwodzie GUŁagu, w mogiłach workuckiej tundry pochowano Polaków być może więcej, niż w Katyniu. Każdy trup był nagi.
autor: Radek Rzeszotek
Polacy w łagrach Workuty
Zima trwa tu dziewięć miesięcy, noc polarna - pół roku. Latem kąsają chmary komarów i jadowitych meszek. Wokół miliony hektarów tundry i ani jednego drzewa. Jest za to węgiel. Na nim wyrosła Workuta. Do jego wydobycia władza radziecka przez kilkadziesiąt lat wykorzystywała tysiące więźniów - Rosjan, Polaków, Bałtów, Niemców, Bułgarów, wrogów władzy radzieckiej, domniemanych szpiegów, morderców, złodziei i recydywistów. Każdy transport tych niewolników funkcjonariusze NKWD witali słowami: będziecie pracować tak długo, aż zdechniecie.
Zdychali masowo, choć nie ma na ten temat urzędowych danych - władze Rosji nie zezwalają na otwarcie wszystkich archiwów. Według szacunków opublikowanych przez Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej umieralność sięgała 30 procent w skali roku. Zesłańcy umierali z wielu powodów: z zimna, wycieńczenia, strzału w głowę, wielu wybierało śmierć samobójczą. Z materiałów workuckiego oddziału Stowarzyszenia „Memoriał" dokumentującego zbrodnie stalinowskie wynika, że około 10 procent zesłańców stanowili Polacy. Ilu dokładnie zginęło - nie wie nikt. Po zarchiwizowaniu niewielkiej części dokumentacji NKWD ustalono, że w Łagrze Workuta śmierć poniosło 4176 osób narodowości polskiej. Po przebadaniu pozostałych dokumentów może okazać się, że liczba polskich ofiar będzie nawet kilkukrotnie większa.
- W łagrach Workuty umierało się nie tylko w kopalniach - mówi Aleksandr Kałmykow, z workuckiego oddziału Stowarzyszenia „Memoriał". - Dokumenty mówiące o liczbie ofiar wśród łagierników budujących linię kolejową są nieznane. Przysłowie mówi, że pod każdym podkładem kolejowym na drodze do Workuty leży jeden człowiek. Moim zdaniem jest ich znacznie więcej.
Historia wszystkich Polaków skazanych na powolną śmierć w Workucie zaczynała się tak samo - w bydlęcym wagonie. Pierwsze transporty na północny-wschód wyruszyły tuż po wtargnięciu Armii Czerwonej na ziemie II Rzeczpospolitej w 1939 roku. Jednak większość zesłańców wysyłano tu po zakończeniu II wojny światowej.
Dla setek osób podróż do łagru nigdy się nie rozpoczęła. Skonali w stojących na bocznicach wagonach, które na odprawę czekały po kilka tygodni. Zamknięci w nich ludzie nie dostawali jedzenia ani picia.
„Pierwsze konały dzieci. Matki nie chciały oddać ich ciał, które szybko zaczęły się rozkładać. Odór był nie do zniesienia. Dochodziło do dantejskich scen, gdy inni uwięzieni wyrywali matkom martwe dzieci i wyrzucali przez niewielkie okna pod dachem wagonów." - relacjonował wywózkę Polaków z Wilna Piotr Pietkiewicz w swojej książce „Farba T".
Gdy pociąg wreszcie ruszał, sytuacja zesłańców jeszcze się pogarszała. Po dzieciach umierali starsi i schorowani. Później zabijał mróz. Workuta położona jest 160 km za kołem polarnym i nawet przyzwyczajeni do tęgich mrozów Rosjanie twierdzą, że tutejsza zima jest bardzo ciężka. Arktycznych wichrów nie powstrzymują żadne przeszkody. Jeszcze dziś, w XXI wieku, do Workuty nie prowadzi żadna droga. Łączność ze światem zapewnia pojedyncza nitka kolejowa i lotnisko.
- Węgiel w Workucie odkrył w 1931 roku Gieorgij Czernow, wybitny radziecki geolog - mówi Galina Spicyna, Główny Kustosz Muzeum w Workucie. - Dwa lata po jego odkryciu przybył tu pierwszy, pieszy transport więźniów. Na miejscu dzisiejszej dzielnicy Rudnik powstał łagier i kopalnia. Wszystkie kopalnie, wszystkie baraki, nawet wieże wartownicze wznosili więźniowie. Mechanizm powstawania nowych łagrów był prosty. W miejscu gdzie zaczynano wydobywać węgiel, natychmiast powstawał obóz, którego więźniowie stanowili darmową siłę roboczą. Wszystkie dzielnice miasta, wszystkie pasiołki stoją na miejscu dawnych obozów.
W muzeum w Workucie znajduje się makieta pierwszego obozu na Rudniku - widać na niej ziemianki i namioty. Tak pierwsi zesłańcy spędzili tu zimę. Baraki pojawiły się dopiero po dwóch latach od założenia pierwszego łagru. Wydobycie węgla było wówczas na minimalnym poziomie. Jego transport odbywał się drogą wodną - najpierw rzekami, potem Morzem Białym do Archangielska i dalej do Leningradu. Gdy w 1941 roku zakończono budowę kolei do Workuty, do kopalń zwożono coraz więcej więźniów.
czytaj więcej:
123
kategorie:
workuta
historia
zostaw komentarz:
komentarze internautów:2012-04-29 13:34
(+odpowiedz) Tam się urodziałam czyli na Workucie,znam ją tylko ze zdjęć,chciałabym ja na wlasne oczy zobaczyć,a urodziałam się w 1955r
2012-03-12 21:02
(+odpowiedz) Piękne.Pomoże mi to w wypraowaniu. Dziękuję
2010-12-28 18:12
(+odpowiedz) Stalinizm i hitleryzm to jedne z najgorszych idei jakie mogły kiedykolwiek zaistnieć.Okropne jest to jak bardzo ludzie musieli cierpieć i do czego byli zmuszani.Uważam że nie wolno nigdy o tym zapominać i pielęgnować pamięć o tych zbrodniach.
Republika Komi
Rzeka Usa wije się przez tundrę i co roku zmienia koryto....
Wymarle dzielnice, dziurawy most, porzucone kopalnie. I cmentarze, gdzie grobów nie przybywa
Workuta życie codzienne
W Workucie nie ma kablówki. Jest za to dobra, rosyjska telewizja...
Tu wszystko sprowadza się do pogody. Albo ją potrafimy przeboleć, albo hodujemy nienawiść.
Gdy podróż wyzwala w człowieku homokupujensis, czas szamać suszone rybki
Podróż do Workuty
Pierwsza doba nie jest taka zła. Się pije, pije się. Puk puk, puk puk...























