Minister transportu życzy smacznego
Co nas podkusiło kupować obiady w pociągu jadącym dwie doby? Skojarzenia bardziej filmowe - wagon restauracyjny, koronkowe serwety na stołach, karafki z winem. Nic z tego.
autor: Jacek Kiełpiński
Dzisiaj w pociągu do Workuty - najbardziej na północny-wschód położonego miasta Europy - wagonu takiego nie ma. Jest coś w rodzaju naszego WARS-u, który nie cieszy się żadnym zainteresowaniem.
Bo po co przepłacać, skoro na każdej stacji, gdzie zatrzymuje się pociąg, a robi to idealnie według rozkładu, można wyjść i kupić taniej wszystko to, co ów WARS proponuje? A nawet więcej. Czyli piwo.
Taki obiad, przynoszony przez obsługę w styropianowych pojemnikach, jest kwintesencją systemu. Każdy pasażer dostaje do wglądu swoiste menu, na którym podpisały się grube szychy - łatwo poznać po okrągłych, a więc najważniejszych pieczęciach.
Wszyscy będziecie jeść na trzy sposoby: albo kura, może poszarpana wieprzowina, a jak nie, to ryba!
czytaj więcej:
12
kategorie:
workuta Republika Komi
Rzeka Usa wije się przez tundrę i co roku zmienia koryto....
Wymarle dzielnice, dziurawy most, porzucone kopalnie. I cmentarze, gdzie grobów nie przybywa
Workuta życie codzienne
W Workucie nie ma kablówki. Jest za to dobra, rosyjska telewizja...
Polacy w łagrach Workuty
Wiedzie tu jeden tor kolejowy. Pod każdym podkładem leży jeden zesłaniec.
Tu wszystko sprowadza się do pogody. Albo ją potrafimy przeboleć, albo hodujemy nienawiść.
Gdy podróż wyzwala w człowieku homokupujensis, czas szamać suszone rybki
Podróż do Workuty
Pierwsza doba nie jest taka zła. Się pije, pije się. Puk puk, puk puk...




















