Czasem zdarza się wyglebić
Mówią o sobie „składaki". Bo nie było łatwo poskładać ich do kupy, gdy walnęli w ziemię. Z latania nie potrafili zrezygnować. - Kto raz poczuł wiatr w skrzydle - tłumaczą paralotniarze - nie da się uziemić.
autor: Adam Luks
Paralotniarstwo to nie jazda na wrotkach...
Nie jest to szczególnie ryzykowny sport. Ale też nie jazda na wrotkach. Paraotniarstwo, a jeszcze bardziej jego warcząca odmiana - motoparalotniarstwo, staje się w Polsce popularną dyscypliną.
Jedno miękkie skrzydło, kilka sznurków, silnik na plecy... Za cenę używanego volkswagena golfa masz swój własny samolot.
- Stopień ryzyka jest tu poniekąd wyborem pilota - twierdzi Ireneusz „Isiu" Lupa, znany glajciarz ze słynnego Karkonoskiego Klubu Paralotniowego. - Są skrzydła, które latają same, byle im nie przeszkadzać. Są i takie, które wymagają doświadczenia i sporych umiejętności. Niepewność jest zawsze. Nawet najlepszym zdarza się „wyglebić".
Konsekwencje bywają poważne. Przemieszczenia stawów, rozszczepienie piszczeli, kompresyjne złamania kręgosłupa... Tutaj, jak już się wali w glebę, to z impetem.
- Kręgosłup pęka z charakterystycznym chrzęstem. To nie mit, ten dźwięk naprawdę wyraźnie słychać. Tak wyraźnie, że nie pozostają ci żadne złudzenia. Właśnie zostałeś kaleką - zerka znad okularów Maciej Horbowski, paralotniarz, który swoje „wyglebienie" zaliczył 13 maja 2001 roku, u podnóży góry Śnieżnik.
Ktoś płakał
W sportach mikrolotowych kluczowym pojęciem jest komin termiczny - zjawisko, które umożliwia wznoszenie. Rzadziej trafiają się rotory - silne prądy opadające.
- Szybkość spadania w rotorze przekracza 8 metrów na sekundę. Ja dostałem takie duszenie 10 metrów nad ziemią. Łatwo policzyć - w glebę walnąłem po sekundzie z kawałkiem.
Kompresyjne złamanie kręgów TH12 oraz L1, skutkujące porażeniem kończyn dolnych - te szczegóły pilot usłyszał w szpitalu. Nie był zaskoczony. Jako były pielęgniarz, poważny uraz kręgosłupa zdiagnozował u siebie natychmiast po wypadku.
- Sam kierowałem akcją ratunkową. Ktoś płakał, ktoś panikował. Uspokajałem towarzystwo, mówiłem jak mnie ułożyć i co zrobić, kiedy zemdleję - opowiada Maciej. - Teraz myślę, że to nawet śmieszna scena, ale wtedy najchętniej palnąłbym sobie w łeb.
czytaj więcej:
123
kategorie:
paraglajt
zostaw komentarz:
komentarze internautów:2011-04-15 20:39
(+odpowiedz) koledzy wiem o czym mówicie sam zaliczyłem glebę, mam złamanie kompresyjne 12th i jestem uziemiony ale to jest jak narkotyk i wiem ze kiedys polece tylko jak sie do kupy pozbieram.
Mistrzostwa Świata w Motopalarotniarstwie - Nowe Mesto nad Metui 2009
Świetna postawa naszej motoparolotniowej reprezentacji na Mistrzostwach Świata





